wtorek, 25 listopada 2014

ANIA

ANIA



Stylowa Nowa Huta: Jesteśmy w ARTzonie. My znamy Twoją traumatyczną historię sprzed lat związaną z tym miejscem. Opowiesz ją innym?

Ania: W drugiej połowie lat 60-tych chodziłam tu do szkółki baletowej, gdzie byłam najgorszą baletnicą. Pani Łucja – która nas uczyła – często wystawiała mnie na korytarz, gdzie przemyśliwałam swoje braki warsztatowe. O, tu właśnie gdzie stoję! Do tego bawełniane zwijające się w kostkach rajtki (albo elastyczne – gryzące). Ale może to jest zmyślona trauma? Bo pamiętam, że w końcu wystąpiłam jako jeden z 30 koników polnych w scenie zbiorowej na przedstawieniu w Hali Garaży (też ważne nowohuckie miejsce). Źle to wspominam, bo miałam za ciężkie czułki (druciki obszyte cekinami, na plastikowej opasce), które mi się zsuwały na twarz. To był chyba koniec mojej kariery baletowej.




StNH: Co od tej pory się zmieniło w tym miejscu, w Twoim życiu?

A: Gdy pierwszy raz weszłam do przecudnie odnowionego obiektu (czyli ARTzony właśnie) to mi to – zepchnięte w podświadomość – traumatyczne wspomnienie baletowe wróciło. To było oczyszczające, trzeba przerabiać swoje traumy! Zawsze, gdy wchodzę do ARTzony mam nerwową potrzebę wykonania jakiegoś pas. Ale mi szybko przechodzi, bo jest tu kojąca aura. Nie to, co w szkółce tej strasznej baletowej. A w moim życiu? Rajstopy są teraz o niebo lepsze!





StNH: Jak zmienia się rola animatora kultury w życiu społeczności lokalnej?

A: Z jednej strony sprofesjonalizowała się: to jest ktoś, kto służy ludziom konkretnymi umiejętnościami społecznymi. Z drugiej - animator to partner raczej niż nauczyciel. Pomaga, ale nie oświeca. Takim „oświecicielem” był animator w wersji XIX-wiecznej. Teraz ludzie potrzebują kompetentnego partnera do współpracy.




StNH: Inicjatywy społeczne - to działa?

A: No, to już w ARTzonie świetnie wiecie jak działa! Tak:

play


StNH: Byłaś moderatorką warsztatów KREATYWNA NOWA HUTA . Czy w Nowej Hucie trzeba "zmuszać" ludzi do działania?

A: Nigdzie nie trzeba zmuszać. Wymuszone działania są do kitu. W KREATYWNEJ byłam moderatorką spotkań z mieszkańcami, ale byłam też opiekunką tego projektu (Dom Kultury plus Inicjatywy Lokalne) w trzech domach i ośrodkach kultury: w Wolbromiu, Zawoi i Stalowej Woli. Tam wszędzie mieszkańcy chcieli się angażować. Zresztą, można zmusić do działania swoich podwładnych, ale mieszkańców? Niby jak?





StNH: Zatem z Twojej perspektywy - Nowa Huta jest KREATYWNA?

A: Zawsze była! Nawet podczas takich tragicznych i symbolicznych wydarzeń, jak walka o Krzyż Nowohucki. To też było kreatywne. A kreatywność dnia codziennego w socjalistycznej NH? A przyspawanie autobusu do bramy kombinatu podczas strajków (nie pamiętam czy 1981 czy 1988, chyba Maciek Miezian mi o tym mówił) - to dopiero było kreatywne!





StNH: Czy każdy może stać się liderem we własnym środowisku lokalnym?

A: Albo liderem, albo animatorem, albo organizatorem działań, albo konstruktywnym krytykiem… ważne, żeby się w swojej społeczności odnajdywać.


StNH: Jaka przyszłość czeka domy, ośrodki i centra kultury?

A: Taka, jaką sobie zgotują. To zależy od ich wizji samych siebie. Jeśli tej wizji, wykraczającej daleko poza powtarzalne od lat działania, nie mają – to znikną, bo będą niepotrzebne. Kulturą lokalną zajmują się też organizacje pozarządowe i grupy nieformalne, zdobywające finanse od samorządów i z innych źródeł. A kulturą tzw. wysoką - wyspecjalizowane instytucje kultury lub agencje eventowe.



StNH: Nowa Huta jest pozostawiona samej sobie, porzucona, zlekceważona? Jak widzisz to na tle innych miejsc w Polsce, po których podróżujesz jako animatorka i osoba inspirująca do wprowadzania zmiany?

A: Przez kogo pozostawiona i lekceważona? Przez Urząd Miasta - trochę tak. Przez trendy i modę na slow life – nie. Przez mieszkańców, zwłaszcza tych ze „starej” Nowej Huty – też nie. Wyniki badań są pod tym względem fascynujące, np. te z książki Jacka Gądeckiego „I love NH”. Mieszkańcy lubią swoje osiedla, nie lekceważą miłości do sklepiku, skweru, sąsiedzkich rozmów na klatkach schodowych. Poczucie porzucenia pojawia się w peryferyjnych dzielnicach dużych miast, w przysiółkach dużych wsi i wioskach daleko od gminy. Huta też leży „z kraja”. Poza tym takie piętno złej dzielnicy zostało jej z dawnych lat. To powoduje, że niektórzy czują się marginalizowani jako mieszkańcy. Mogę to zrozumieć, choć sama się tak nie czuję.

A przy okazji: wydana przez MIK „Księga uwolnionych tekstów” to jest też taka „Stylowa Nowa Huta” tylko 10 lat temu … Można poczytać: http://issuu.com/mik.krakow/docs/xiega




StNH: Zawsze podkreślasz, że jesteś częścią społeczności lokalnej NH. Dlaczego to dla Ciebie takie ważne?

A: Ważne bo moje: znane, przyjazne, bezpretensjonalne, zabawne często miejsce. Huta ma dystans do samej siebie (patrz: siusiający Lenin), ma też swój rytm niespieszny, ludzi co jadą stąd „do Krakowa”. I panów o poranku koło mojego bloku, którzy proszą o 50 groszy bo im brakuje do… porannego kefiru. Wiele mnie tu cieszy. Na przykład fakt, że już większość psiarzy na moim osiedlu zbiera kupy po swoich miśkach.




StNH: I co z tą BIBLIOTEKĄ?;)

A: Taką publiczną? Osiedlową? Nie uniwersytecką? O, biblioteka ma przyszłość! Tylko jaka biblioteka? Moja ulubiona biblioteka mieszka w mojej torebce, ma na imię Kindle. Tam już ponad 100 książek siedzi. Że drogi taki czytnik, nie dla każdego? Są tanie i droższe. Telefony komórkowe też podobno drogie, a większość ludzi je ma. A w bibliotece najbardziej chciałabym się uczyć tego, czego potrzebuję. Od innych ludzi, z mediów, z książek papierowych też oczywiście (jak nie ma w formacie mobi  ). Na przykład: języka obcego, obsługi tego i owego, gry w Go… Album jakiś przecudny przewertować, wystawę niezwykłą, pomysłowo zrobioną zobaczyć…Zdjęcia czyjeś z podróży do Włocławka obejrzeć … Herbatki się napić… No, co ja poradzę, że cyfrowo czytam książki i gazety więc nie poprawiam statystyk wypożyczeń? Ale też chcę być ważna dla biblioteki , nie pożyczając…




fot. Aleksander Hordziej

środa, 12 listopada 2014

OLA, MARCIN, TOSIA

OLA, MARCIN, TOSIA



Stylowa Nowa Huta: Do pewnego czasu tworzyliście głównie społeczności internetowe: Rowerowa NH, Rodzinna NH i inne. Od tego roku wyszliście poza FB :) Skąd pomysł na Babki z Nowej Huty? Skąd pomysł na Kalendarz Imprez Nowohuckich?

Marcin: Kalendarz Imprez Nowohuckich (KiNH) powstał z potrzeby wyjścia z domu. Pytanie gdzie, kiedy i czy coś w ogóle dzieje się w Nowej Hucie wciąż chodziły mi po głowie. Szperanie po sieci w szukaniu wydarzeń w kilkunastu różnych miejscach było dla mnie zbyt czasochłonne. Trzeba było coś z tym zrobić. Chciałem mieć wszystko w jednym miejscu – klikam w dzień który mnie interesuje i mam listę wydarzeń co, gdzie, kiedy i o której się dzieje w mojej okolicy w której mieszkam. Tak powstał pomysł na KiNH. Pomysł to jedno, a drugie realizacja. Informatykiem nie jestem więc musiałem kogoś zarazić pomysłem – wiedziałam kogo, ale nie wiedziałem, że tak szybko i sprawnie to mi pójdzie i tak kolega Kuba Kasperkiewicz wsparł mnie swoimi informatycznymi umiejętnościami. Pomysł i realizacja stały się faktem. Działamy!



Ola: Pomysł portali społecznościowych o NH był Marcina – ja podglądałam :) - zazdrościłam mu trochę… dzięki temu poznał wielu ludzi, stworzyła się też grupa chłopaków, którzy poznali się bliżej jednocząc się w grze w piłkę i tworząc – Stal Nowa Huta – widziałam jego szczęście w tym co robi, tu coś pisał, potem szedł z chłopakami na piłkę, na mecz charytatywny – ja pomagałam ale tylko z boku...
Kiedy w zeszłym roku urodziła nam się Tosia i kiedy moje życie chcąc nie chcąc musiało się skupić na miejscu, gdzie mieszkam. Zobaczyłam w koło siebie po prostu pustą przestrzeń… Znajomi z którymi się spotykałam byli za daleko… sąsiedzi z kolei pozamykani w swoich mieszkaniach nie skorzy do zawierania znajomości ponad "dzień dobry" na klatce schodowej, a czasem i tego brak… Brakowało mi, by zapytać się kogoś o dobrego fryzjera, kosmetyczkę o proste codzienne sprawy no i tego by wyjść z domu, usiąść z drugą Babką i po prostu pogadać o wszystkim i niczym – i tak właśnie powstały Babki z Nowej Huty :) Nie byłoby Babek, gdyby nie fantastyczne dziewczyny - Karola, Magda, Iza i Gosia.






StNH: Jak oceniacie Nową Hutę, jako miejsce do działania?

M: KiNH dopiero uświadomił mi jak wiele się w Nowej Hucie dzieje. Jak świetnym miejscem do działania jest właśnie Nowa Huta. Ile tutaj jest instytucji publicznych, kulturalnych, organizacji pozarządowych i samych ludzi, którzy działają na rzecz lokalnej społeczności. Ta Nowa Huta to naprawdę coś wyjątkowego. Jest tu wszystko czego można by potrzebować by działać – lokale, ludzie, możliwości – wystarczy tylko mieć odrobinę optymizmu, pomysł i chęć.

O: Nowa Huta dla inicjatyw społecznych jest miejscem bardzo przyjaznym, bo ludzie w Nowej Hucie są po prostu mili, życzliwi, chętni do pomocy. Przy organizacji inicjatyw Babek z NH tylko sporadycznie spotykałam się z niemiłym podejściem do tego co robią Babki – niektórzy po prostu myślą tylko i wyłącznie komercyjnie – ale tak jest wszędzie i niestety trzeba się liczyć i z tym, że ludzie powiedzą duże NIE – twoim pomysłom i temu co robisz.



StNH: Jacy są nowohucianie Waszym zdaniem? Jak patrzą na swoją dzielnicę?

M: Są krytyczni, nie lubią zmian – walczą o remonty a kiedy już one są to trwają zbyt długo, są głośne i tak naprawdę niepotrzebne nikomu. Oczywiście nie jest aż tak źle… jest z pewnością coraz lepiej i nowohucianie otwierają się na innych.
O: Ale są też mili, życzliwi i pomocni :) Tylko, żeby poznać te zalety trzeba wyjść do nich. Nowohucianie wcześniej byli dla mnie społecznością zamkniętą i trudną i dopóki nie wgryzłam się w nią, nie widziałam w nich tego co widzę teraz… Tymczasem dzięki Babkom z NH wiem jak bardzo mocno się myliłam :)




StNH: Czy nowohucianie są chętni do współpracy?

M: Myślę, że zdecydowana większość tak. Oczywiście zdarzają się osoby, które z niechęcią, a raczej z nieufnością podchodzą do moich pomysłów ale od tego jest rozmowa aby przekonywać się nawzajem. Sama rozmowa jest już jakąś formą współpracy – przecież się poznajemy.

O: Jeśli chodzi o pomoc w inicjatywach społecznych - bardzo :) Jest to fantastyczne, choć czasem czuję się zakłopotana prosząc kogoś kolejny raz o wynajem salek dla Babek z NH, poprowadzenie zajęć, warsztatów – wszyscy naprawdę bardzo się angażują – angażują swój czas i swoje środki…i kiedy np. słyszę od Babki, która prowadzi dla nas stałe zajęcia, że chce to robić dalej i może więcej to z jednej strony radość mnie przepełnia, z drugiej pytam siebie czy nie za dużo? Czy nie wykorzystuję chęci tej osoby? Być może wynika to z mojego tradycyjnego wychowania: pomagać TAK, ale jak najmniej prosić o coś…bo to może być kłopot dla kogoś…





StNH: Czy Nowa Huta to miejsce przyjazne rodzinom?

M: Mamy to szczęście, że w Nowej Hucie jest gdzie wyjść na spacer – Zalew Nowohucki, Kopiec Wandy, Dworek Matejki, Park Ratuszowy… To miejsca, które są na wyciągnięcie ręki. Są też place zabaw, smocze skwery… są ośrodki kultury, w których tyle się dzieje, mamy kino, teatry, jest gdzie pokopać w piłkę, pobiegać… zawsze może być lepiej ale nie można powiedzieć, że nie ma gdzie wyjść z dziećmi. Wystarczy wyjść z domu, choć to czasem jest najtrudniejszym wyzwaniem.
O: Jeśli mam patrzeć pod kątem zajęć dla dzieci czy i rodziców z dziećmi to jak najbardziej tak. Wydaje mi się, że sama inicjatywa ARTzony zapewnia już niejednej rodzinie spory kawał czasu z przeróżnymi fajnymi formami kreatywnych zabaw i zajęć dla dzieciaków. Ale nie tylko ARTzona organizuje wiele fajnych spotkań dla dzieci i ich rodziców, każdy dom kultury ma w swojej ofercie zajęcia dla dzieci (a jest ich sporo na terenie Nowej Huty), inne organizacje także nie zapominają o rodzicach z dziećmi. Wiele zajęć jest nieodpłatnych – tak więc i rodzice, których nie stać by dzieciom coś opłacić mogą skorzystać z wielu fajnych projektów. Natomiast brakuje mi w Nowej Hucie miejsc gdzie można byłoby przyjść z małym dzieckiem napić się kawy, herbaty, pogadać i mieć pewność, że dziecko w tym momencie świetnie bawi się tuż obok (np. baby room-y z nianią – za niewielką opłatą, by mama nie musiała skupiać swojej uwagi na dziecku pomiędzy tym co właśnie chce jej przekazać już od 2-ch godzin jej przyjaciółka). Są natomiast kąciki zabaw np. w Klubie Kombinator, Cukierni Bambo, czy też Filmowej Cafe, wiele placów zabaw, przepiękne miejsce nad zalewem NH, gdzie i można pospacerować i pobawić się z dzieckiem na placu zabaw, czy pograć w piłkę na boisku. Więc śmiało można powiedzieć, że Nowa Huta jest przyjazna rodzicom z dziećmi. 






StNH: A rowerowo? Jak oceniacie Nową Hutę?

M: Dobrze. A nawet bardzo dobrze. Stara Huta, Bieńczyce, Czyżyny mogą pochwalić się naprawdę już teraz porządną siecią ścieżek rowerowych. Gorzej jest z Mistrzejowicami, a najgorzej z Wzgórzami Krzesławickimi – tam musi się coś zacząć dziać – nie ma tam, żadnego połączenia ścieżką rowerową (!). Oczywiście Nowa Huta to nie tylko samo centrum, to również spory teren na dalsze wycieczki. Moją ulubioną wycieczką jest przejazd Rowerowym Szlakiem Bursztynowym do Niepołomic omijającym Igołomską i większe ulice – można jeszcze poczuć klimat wiosek otaczających naszą dzielnicę. No i jeszcze KMK Bike w Nowej Hucie – pojawiło się kilka stacji ale to mało jeszcze mało ale powoli – nie udało się z budżetem obywatelskim więc potrwa to trochę dłużej – ale będą stacje w całej Nowej Hucie.

O: To ja już chyba nic muszę dodać, może tylko tyle, że Nowa Huta to też świetnie miejsce do rozpoczęcie dalszych wycieczek – polecam rowerem z Nowej Huty do Niepołomic – bardzo przyjemne trasa.



StNH: Z czym boryka się Nowa Huta? Z czym borykają się nowohucianie?

M: Komunikacja, zanieczyszczenie powietrza, praca. Nowej Hucie potrzeba nowego oddechu. Otwarcia się na nowe możliwości z zapewnieniem jej dotychczasowego kształtu. Nowi mieszkańcy, nowe atrakcje, nowe miejsca pracy. Problemy są tu takie same jak w innych dzielnicach. Nowohucianie wiedzą, że potrzebne są zmiany, a jak wiemy nikt nie lubi zmian.
O: Niektórzy Nowohucianie chcą na siłę przekonać siebie i innych do tego, że w Nowej Hucie nie ma nic dobrego, że wszystko jest złe, brzydkie, nie widzą dobrych stron miejsca w którym mieszkają, to przykre…




StNH: Czy Waszym zdaniem postrzeganie Nowej Huty przez osoby z zewnątrz jest zgodne z jej prawdziwym obliczem?

M: No przecież Nowa Huta jest najniebezpieczniejszą dzielnicą w Krakowie. Strach tu chodzić za dnia a co dopiero w nocy. Bzdura! Nowa Huta jest tak samo bezpieczna jak i inne dzielnice w Krakowie. Z tym jeszcze, że jest bardziej zielona, bardziej interesująca, bardziej rodzinna.

O: Jestem jedną z tych, którzy patrzyli na Nową Hutę przez chwilę z zewnątrz i jestem z tych osób, które wcześniej nie były zrażone hasłami o negatywnych stronach Nowej Huty. Dla mnie od początku było to miejsca piękne, zielone ze wspaniałymi szerokimi ulicami (dla osoby, która radzi sobie średnio za kierownicą – fantastycznie), spokojne. Nie miałam więc negatywnego wizerunku Nowej Huty o którym tak wiele teraz słyszę… (ale dziwne bo tylko od samych Nowohucian..:-( )






StNH: Budżet obywatelski – mas sens?

M: Oczywiście, że ma. Może daje ono złudne przeświadczenie o możliwości bezpośredniego decydowania na co mają być przekazane środki w nim zawarte, ale jest jeszcze to „coś” i nie chodzi tutaj o pieniądze. Ja widzę tu drugi - ważniejszy niż pieniądze- aspekt całego przedsięwzięcia. To naprawdę jednoczy ludzi w konkretnym celu. Pozwala dzielić się pomysłami z innymi. Tworzy coś nowego. To konsoliduje lokalną społeczność, w której zaczynają tworzyć się nowe inicjatywy, działania, organizacje. Ile ja poznałem świetnych ludzi przez ten budżet…. Choćby dla tego budżet obywatelski ma sens.

O: Z jednej strony zgadzam się z Marcinem, ale w budżecie obywatelskim miał liczyć się pomysł i miały wygrać projekty które spodobały się najbardziej. W rezultacie okazało się, że osoby, które zgłosiły projekty miały walczyć o zdobycie głosów marketingiem własnym. Kogo stać było na marketing i kto widział w tym korzyści własne ten miał większe szanse i poparcie… Budżet obywatelski, którego idea bardzo mi się podobała w rezultacie zawiódł i pokazał, że fantastyczny pomysł i zaangażowanie nie miały szansy z świetnie dopracowanymi projektami właśnie marketingowo – żaden z projektów którym kibicowałam niestety nie przeszedł..:-(


fot. Aleksander Hordziej

niedziela, 19 października 2014

ALEKSANDRA I MICHAŁ

ALEKSANDRA I MICHAŁ



ALEKSANDRA TOBOROWICZ - artystka, projektantka graficzna, muralistka, pracuje jako asystentka w Pracowni Liternictwa i Typografii ASP w Krakowie. Doktorantka Wydziału Grafiki ASP w Krakowie. Współpracuje z Wydawnictwem Ha!art, jest zrzeszona w Stowarzyszeniu Twórców Grafiki Użytkowej. Laureatka wielu krajowych i zagranicznych konkursów, m.in.: Projekt Roku 2012, European Design Awards w Zurychu, Triennale Plakatu w Trnavie, Machina Design Awards. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w programie Młoda Polska, w 2010 r. Uczestniczka wielu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Autorka projektów 4 krakowskich murali. Dyrektor artystyczna Muzeum Erotyzmu.



MICHAŁ PAŁASZ - menadżer kultury, nauczyciel akademicki w Instytucie Kultury UJ. Doktorant Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, naukowo zajmuje się tematyką promocji kultury i sztuki w mediach społecznościowych. Autor licznych szkoleń i wystąpień związanych z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Koordynator Festiwalu Kultury i Mediów Polikultura. Realizował projekty kulturalne, edukacyjne i marketingowe we współpracy m.in. z MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, Teatrem Łaźnia Nowa, Teatrem Nowym w Krakowie, Teatrem Barakah w Krakowie, Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku, Akademią Sztuk Pięknych w Krakowie, Nowohuckim Centrum Kultury, Fundacją Instytut Myśli Obywatelskiej im. Stańczyka. Zarządzał pracami związanymi z powstaniem dwóch krakowskich murali - Mayamuralu w krakowskim Podgórzu i Audiomuralu w Nowej Hucie. Kurator Strefy EROart, czyli targowej wystawy sztuki erotycznej w ramach Międzynarodowego Festiwalu EROtrends 2014. Od 2008 roku dyrektor programowy Muzeum Erotyzmu. Autor publikacji naukowych i poradnikowych, prowadzi bloga, którego tematyką jest social media marketing kultury.


Stylowa Nowa Huta: Oboje jesteście na studiach doktoranckich, oboje też aktywnie działacie w przestrzeni kulturalnej i społecznej. Teoria i praktyka to idealne połączenie, ale rzadko spotykane. Czy w waszym przypadku teoria inspiruje praktykę czy praktyka teorię.

Aleksandra: U mnie nie da się tego rozdzielić. Wszystko, czego uczę się i czego uczę studentów Wydziału Grafiki ASP w Krakowie z zakresu teorii ma swoje konkretne, narzędziowe zastosowanie. Mój doktorat - Wydawnictwo Jublieuszowe Wydziału Grafiki ASP w Krakowie to konkretna publikacja, fizyczna książka, którą miałam za zadanie zaprojektować. Jednak aby to zrobić poświęciłam setki godzin na poszukiwanie inspiracji i tropów, które pozwoliłyby mi wykonać swoje zadanie jak najlepiej. Czyli może jednak praktyka inspiruje teorię?

Michał: W Instytucie Kultury UJ co prawda realizuję w ramach zajęć ze studentami praktyczne projekty kulturalne, między innymi te, które wchodzą w skład Festiwalu Polikultura na Zabłociu, jednak większość nauki jaką jest zarządzanie humanistyczne (to właśnie studiuję na studiach doktoranckich) opiera się wciąż na teorii. Jeśli natomiast chodzi o konkretny pomysł na doktorat - jego temat to promocja kultury w mediach społecznościowych - tu praktyka zainspirowała teoretyczne zgłębianie tematu. Przez 5 lat pracowałem dla wielu instytucji czy inicjatyw kulturalnych, zarządzając ich mediami społecznościowymi. Wiele się nauczyłem, teraz to przetwarzam i mam nadzieję, że będzie czymś naprawdę ciekawym. Z kolei w przypadku Muzeum Erotymu - zdecydowanie teoria zainspirowała praktykę: zaczęło się od zgłębiania tematu w ramach licencjatu na studiach kulturoznawczych, następnie przy okazji dwóch magisterek - na studiach latynoamerykańskich i na zarządzaniu kulturą. I padł pomysł podjęcia działań zmierzających do utworzenia realnego Muzeum Erotyzmu w Polsce.



StNH: Niemal równo rok temu, w ramach I Nowohuckiego Festiwalu Sztuki, w Nowej Hucie powstał audiomural. Jakie są inspiracje tego projektu?

A: Mural wykorzystuje z jednej strony zastaną architekturę budynku Nowohuckiego Centrum Kultury, z drugiej strony nawiązuje do jego działalności. Przedstawia mieszankę wizualną, nieco surrealistyczną, klawiszy fortepianu i sprzętu do nagłaśniania koncertów, czy realizacji dźwięku (konsolety mikserskiej). Nawiązuje też do nowego logotypu NCK.

M: Może nie wszyscy to wiedzą, ale bezpośrednio za ścianą, na której widnieje Audiomural, znajduje się największa sala koncertowa w Krakowie. Od tej strony do budynku podjeżdżają m.in. ekipy realizatorów dźwięku instalujące w sali koncertowej własne miksery i sprzęt akustyczny, rozpoznając w muralu nawiązanie do swoich narzędzi pracy. Jednocześnie umiejscowienie muralu z tyłu budynku i za salą koncertową lokuje go jako backstage instytucji, miejsce jej zasilania i sterowania nią, podłączania do prądu, źródła energii - miejsce “podłączania się do kultury”.



StNH: W przeciągu ostatnich kilku lat Kraków, wzorem innych miast zaczął dbać o wizualną stronę przestrzeni miejskiej za pomocą murali. Jesteście współautorami kilku z nich. Jak oceniacie to chwilowa moda czy faktyczna chęć ożywienia przestrzeni?

M: W Krakowie większość murali powstała w ciągu ostatnich 3 lat, i faktycznie mamy do czynienia z muralowym boomem. Z jakością murali jest różnie, czasami da się odczuć u mieszkańców Krakowa, choćby komentujących nowe realizacje muralowe w Internecie, pewien przesyt. Wtedy mam nadzieję, że to moda - że w pewnym momencie wszyscy zainteresowani tematem postawią na jakość realizacji, nie na ilość (ta już jest imponująca - w Krakowie na pewno jest więcej niż 30 murali). Nie wszystkie gołe ściany wyglądają lepiej z muralem, niż bez niego. Niektóre - owszem, ale nie z byle muralem.

A: Michał miał okazję być w tym roku jednym z przewodników Krakowskiego Szlaku Street Artu i poznał temat dogłębnie, ale myślę że moda na murale będzie trwać, a nawet się umacniać, jeśli pojawią się realizacje naprawdę nawiązujące do ważnych spraw i budujące tożsamość ich odbiorców. Zatem, podobnie jak Michał, myślę, że wszystko zależy od jakości. Natomiast, jeśli poziom będzie się obniżał - moda się skończy, a murale będą smutną pamiątką po niewykorzystanej szansie na urozmaicenie przestrzeni publicznej.





StNH: Jak oceniacie wykorzystanie social mediów w promocji instytucji kultury? Czy instytucje świadomie korzystają z tego rodzaju mediów, czy traktują je po macoszemu?

A: Michale, Twój temat. Jeśli o mnie chodzi - social media to dla mnie jedno z podstawowych źródeł informacji o wydarzeniach kulturalnych.

M: Dla mnie również. Muszę przyznać, że odkąd zajmuję się tym tematem, świadomość osób pracujących w instytucjach kultury dotycząca sensu i sposobów korzystania z mediów społecznościowych bardzo wzrosła. Nie można jednak uogólniać - gdzieniegdzie social media instytucji kultury są traktowane jako poważne media, publikujące treści dopasowane do oczekiwań odbiorców, gdzie indziej nie ma ich w ogóle, bądź są wykorzystywane w sposób niewłaściwy. Jednak jeśli chodzi o trend, na pewno jest coraz lepiej.




StNH: Czy w Krakowie, Małopolsce, jest instytucja kultury, której promocja w mediach społecznościowych może być stawiana innym za wzór?

M: Jest ich kilka. Nie chciałbym nikogo, kto zasłużył na wymienienie, pominąć, ale na gorąco mogę podać przykłady Muzeum Auschwitz, MOCAKu - Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, Teatru Łaźnia Nowa, Teatru Bagatela, Teatru Starego, Teatru Nowego. Od nich można zacząć, można się dużo nauczyć.

A: I Muzeum Erotyzmu :)

M: Tak jest :) W tym roku Muzeum Erotyzmu zostało nawet finalistą Shorty Awards 2014 - takich Oscarów mediów społecznościowych - w kategorii Best Museum in Social Media.



StNH: Muzeum Erotyzmu – opowiedzcie o tym projekcie?

A: Zaczęło się od mojej pracy magisterskiej na ASP w Krakowie - strony http://muzeumerotyzmu.pl. Dostała wiele nagród, m.in. Srebrny Medal European Design Awards Zurych 2009. Generalnie została bardzo dobrze przyjęta, jej odbiorcy chcieli by projekt się rozwijał.

M: Tak jest, więc weszliśmy w media społecznościowe. Potem powstał pomysł utworzenia realnego Muzeum Erotyzmu w Krakowie - ale to ciągle jest pieśń przyszłości. Ale nawet w tej chwili nie jest to wcale całkowicie wirtualna inicjatywa - w tym roku wydajemy czwarty już Kalendarz Muzeum Erotyzmu, patronujemy wielu inicjatywom związanym ze sztuką erotyczną i edukacją seksualną. Na początku roku z Sopockim Domem Aukcyjnym Muzeum Erotyzmu zorganizowało aukcję sztuki erotycznej, w maju w ramach międzynarodowego Festiwalu EROtrends w Warszawie - targową wystawę sztuki erotycznej, a w Krakowie zbiorową wystawę sztuki erotycznej “Brzydcy” w Teatrze Barakah, z udziałem Iwony Demko, Keymo i Magdaleny Sawickiej.

A: Nie będziemy się spieszyć z realizacją prawdziwego muzeum. Na razie doktoraty :) Ale bądźcie czujni ;)



fot. Aleksander Hordziej

czwartek, 25 września 2014

MC Robak

RAPER NIE MUSI BYĆ ŁADNY, MIŁY, NIE MUSI BYĆ PIOSENKARKĄ.


Stylowa Nowa Huta: A w Hucie hejterów jest dużo?

MC ROBAK: Ja nie odczuwam tego, wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że tutaj w naszych rejonach na terenie starej Huty ludzie się wspierają w działaniach, a nie hejtują.

Przerwa: 


MC R: Halo?
MC R: Pod Kościołem




cd.

MC R: Ja takimi ludźmi się też otaczam.

StNH: A młode środowisko hiphopowe?

MC R: Zależy z jakiej perspektywy na to patrzeć? Czy z perspektywy Huty i ewentualnie ulicznej sceny, czy z perspektywy tego co się dzisiaj w Krakowie i innych miastach? W Hucie jest specyficzny klimat, bo jednak rządzi rap uliczny, osiedlowy. To jest troszeczkę inny nurt. Uważam, że to dobrze, że oni żyją swoim życiem. Bo są specyficzni. Wiesz oni nie dążą do sukcesu, wielkiego, komercyjnego. Wręcz przeciwnie, są bardzo ostrożni. Uważają żeby nie wszystko w tekstach było jasne, i żeby dało się ich rozpoznać. To pod tym względem. Oni sobie tworzą fajny klimat, nikomu nie wadzą, jest ok. I bardzo dobrze. Pytasz się o hejterów. To jest bardzo dobre pytanie do hiphopowca. Ludzie mówią mi że ten i ten, on jest zbyt bezczelny. U nas jest na odwrót. Jak np. czystasz pudelka i tam jest napisane, że jakaś gwiazda się uchlała to jest źle. Kompromitujące sytuacje w innych branżach dla nas takie nie są. Raper nie musi być ładny miły, nie musi być piosenkarką. Ma wkurzać ludzi, ma mieć hejterów. Jak Cię wszyscy lubią to wiesz też jest źle. To jest naturalne. Ja z tych wszystkich oznak nieprzyjaznych szczerze się cieszę. Jest taka grupa ludzi, którzy mnie nie lubią.




StNH: Co myślisz o hip hopie patriotycznym?

MC R: Ja generalnie uważam, że jest tyle nurtów, że na wszystko w rapie jest miejsce. Jak gość ma rapować o Bogu – byliśmy pod kościołem – jest scena katolicka, tak samo jest scena patriotyczna. Jest to tak elastyczna forma, że dobrze jest, że tych nurtów jest tak dużo. To sprawia, że ta muzyka jest tak różnorodna, i ta kultura może tak fajnie funkcjonować. Cały ten hip hop to jest pole do kreatywności. Każdy może coś wymyślić i znaleźć coś dla siebie i to nawet nie chodzi o muzykę, teksty, robienie bitów, nie chodzi o podstawowe elementy jak tańczenie, graffitti czy teledyski, albo zdjęcia. Możesz być fotografem hiphopowym. Zajmować się tylko tym. Tak jak ja na przykład znalazłem sobie dziennikarstwo. Poszedłem dalej, w stronę dziennikarza hiphopowego niż samego rapowania. To jest tak elastyczna forma, w której można się realizować.

MC R: Mów kiedy mam podskoczyć.
StNH: Skacz

MC R:AC/DC



StNH: Oglądaj ogórki.
MC R: To jest klasyczna miejscówka.

„Połowę z tego. To ja chcę połowę (słowa pani kupującej w warzywniku)”



MC R: To też takie sentymentalne miejsce.

StNH: A Huta jest jakaś specyficzna pod względem hip hopu?

MC R: Zdecydowanie tak, Zawsze było tak chociaż scena krakowska nigdy nie była zbyt mocna. To wszyscy widzą i to nie jest żadną tajemnicą. Zawsze było tak, takie informacje do mnie docierały, że w Hucie jest mocny ośrodek. Sytuacja jest teraz taka, że w każdym bloku nie tylko w Hucie ale w całej Polsce, mieszka ze dwóch raperów

StNH: A zespół Yes Yes Yo ? On się teraz jakoś reaktywował?

MC R: W tej chwili jest po premierze płyty. Płyta się nazywa „10 pięter”.

 





MC R: O ten plac zabaw jest fenomenalny.




StNH: Skaczesz na drzewo?



MC R: Mam takie zdjęcie jak byłem dzieciakiem jak siedzę na tym koszu, normalnie na tej obręczy. Ale to nie był ten kosz zmienili mu trochę obręcz.


StNH: A grałeś kiedyś w kosza, tak bardziej profesjonalnie?

MC R: Moja kariera skończyła się na etapie kadeta. To też jest pewnego rodzaju sztuka. Trzeba decydować się i uznać fakt, że jednak są lepsi. Ja to zrobiłem. Niektórzy do tej pory nie stresują się wszystko jest nie tak, bo oni są Jordanami. Jak to, świat się pomylił. Jak u Markowskiej. Ja potrafiłem przełknąć ten fakt.

St NH: Czyli Markowskiej słuchasz ;) Śmiech :) A jakiej muzyki jeszcze słuchasz?

MC R: Bardzo dużo. Różnej muzyki słucham. Nieograniczenie. Na przykład jestem fanem TLOVE. To jest też taka ciekawostka. Lady Pank tak samo. To tego słucham. Rzeczywiście słucham takiej muzyki. Ale słucham też Ramsteina. Elektroniki trochę też zawsze lubiłem.



StNH: No to co hejt musi być ;)

MC R: Ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, czemu ludzie się tak przejmują hejtami w Internecie. To jest Polska. Już to kiedyś ktoś powiedział – w Polsce się mierzy sukces ilością wrogów. 

MC R: Ja mam parcie na szkło :)







fot. Aleksander Hordziej