Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowohucka tożsamość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowohucka tożsamość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

MAGDA


Jestem MAGDA, urodziłam się i mieszkam w Nowej Hucie nieprzerwanie od 24 lat. Moją pasją jest fotografia. Studiowałam Historię Sztuki, obecnie robię magisterkę z Zarządzania Kulturą i powoli kończę fotografię na Krakowskich Szkołach Artystycznych. Od dwóch lat wraz  z chłopakami prowadzimy Radio Nowa Huta.





Stylowa Nowa Huta: Jak zaczęła się Twoja historia z Radiem Nowa Huta?
Magda: Już kilka lat temu uświadomiłam sobie jak ważne jest dla mnie miejsce, w którym się wychowałam. Miałam wiele pomysłów na projekty, które mogłabym zrealizować w Nowej Hucie. Zawsze jednak brakowało mi odwagi, żeby zacząć coś robić. Kiedy byłam na drugim roku studiów postanowiłam szukać. Napisałam kilka maili, chciałam się zaczepić w jakieś instytucji, jako wolontariusz. W końcu trafiłam na ogłoszenie informujące o powstawaniu Radio Nowa Huta i napisałam maila. Odpowiedź otrzymałam natychmiast. Cały kolejny wieczór przesiedziałam z Sebastianem w Kombinatorze snując plany i tworząc wizję dla "naszego" radia..:) I taka to historia.





StNH: Radio Nowa Huta to praca, misja, pasja, idea, sens życia....?
M: Główną ideą i celem działalności Radia jest Pozytywna Promocja Nowej Huty. Tak jak wszyscy działający na rzecz dzielnicy, chcielibyśmy wpłynąć na poprawę wizerunku Nowej Huty w oczach mieszkańców Krakowa i całej Polski. Jak wiadomo, nie jest to łatwe zadanie, bo walka ze stereotypami jest chyba gorsza niż walka z wiatrakami. Z drugiej strony udało mi się rozkochać Hutę w sercach kilku osób, więc wierzę, że jest to możliwe. Unikam raczej patetycznych stwierdzeń, więc trudno mi określić czym dla mnie jest Radio. Myślę, że po trochę to wszystko, co wymieniłyście. Przede wszystkim jednak jest to wielka zajawka i coś, co mimo wielu trudności i niekiedy bardzo ciężkiej pracy, daje mi mnóstwo radości i poczucie spełnienia w pewnych obszarach mojego życia.



StNH: Ile w Tobie Nowej Huty?
M: Hmm… Myślę, że mnóstwo. Lubię jeździć po świecie, zwiedzać, poznawać nowe. Zawsze jednak tęsknie do Huty. Bo nigdzie wiosna nie pachnie tak samo jak tutaj, nigdzie nie jest tak pięknie jesienią. Nie ma na świecie drugiego Zalewu, drugiego Dworku Matejki. Nigdzie też nie ma takich podwórek i przestrzeni. Nie wiem czy potrafiłabym wyprowadzić się stąd na zawsze. Wydaje mi się, że to niemożliwe.





StNH: Nowa Huta to dobre miejsce do działania? Jak to oceniasz?
M: To zdecydowanie świetne miejsce do działania. Widzę tu ogromny potencjał już od dawna. Obserwuje również rozwijające się zjawisko "mody na Nową Hutę". Dzielnica staje się coraz bardziej popularna, ludzie chętniej tu zaglądają. Chociażby z ciekawości. Dlatego trzeba kuć żelazo póki gorące, bo tak naprawdę mamy tutaj mnóstwo rąk do pracy. Wiele osób ma ochotę się zaangażować w różne aktywności. Istnieją instytucje, zgrupowania. Wszyscy tak naprawdę idziemy w jednym kierunku. Nic tylko działać, bo najlepsze dopiero przed nami.




StNH: Stawiasz na lokalność?
M: Zdecydowanie tak. Inaczej nie angażowałabym się w radio i nie wspierałabym innych nowohuckich inicjatyw.

StNH: Twoje ulubione miejsce w Nowej Hucie?
M: Trochę ich już przed chwilą wymieniłam, naprawdę trudno mi wybrać ulubione. Zazwyczaj, kiedy ktoś zadaje mi podobne pytanie pierwszy na myśl przychodzi mi Dworek Matejki. Kiedy jednak zaczynam się zastanawiać głębiej to przychodzą mi do głowy również inne miejsca. Na przykład plac Bieńczycki. Przychodziłam tam z mamą kilka razy w tygodniu po świeże owoce, warzywa i oczywiście zapiekanki. Teraz kiedy mam okazję tam zajrzeć, zawsze wspominam te zakupy z mamą. To jedno z najfajniejszych wspomnień z dzieciństwa. Bardzo lubię również podwórko na osiedlu Górali, tam gdzie jest fontanna z delfinem. To było moje pierwsze podwórko, więc darzę je szczególnym sentymentem. Niedawno ukochałam sobie kolejne miejsce - ulicę Wańkowicza, ale odcinek za al. Solidarności. Tam czas stanął w miejscu wiele lat temu i to naprawdę ciekawy zakątek w Nowej Hucie, do którego mało kto się zapuszcza. No i na koniec wymienię jeszcze Skarpę. Bo nigdzie tak dobrze się nie rozmyśla jak na Nowohuckich Łąkach. Prawda jest taka, że mogłabym wymieniać tak jeszcze długo. Właśnie to mnie w Hucie najbardziej urzeka. To, że mamy tyle wspaniałych miejsc, które się uwielbia.




StNH: Fotografia analogowa czy cyfrowa?
M: Taka i taka. Ostatnio większą frajdę sprawia mi analogowa. Nauczyłam się sama wywoływać filmy, mam własną ciemnię, lubię kombinować. No i ten dreszczyk emocji, czy wyjdzie, czy nie... Każda klisza jest tajemnicą, każda klatka jest cenna. To uczy zupełnie innego podejścia do fotografowania. Jako, że jestem względnie młoda, należę już do tego pokolenia, które swoje pierwsze kroki stawiało na cyfrze. Niby korzystałam wtedy również z analoga, zresztą tego samego, którego używam teraz, ale jednak malutka cyfróweczka wygrywała. Teraz doceniam klisze, bo to uczy pokory i myślenia. Kiedyś tego po prostu nie rozumiałam. Co nie zmienia faktu, że cały czas korzystam z cyfrowego aparatu i nie byłoby mi łatwo się bez niego obejść:)




StNH: Gdzie będzie można zobaczyć Twoje prace w najbliższym czasie?
M: Moje prace, a konkretnie pracę dyplomową na zakończenie Szkoły Kreatywnej Fotografii, będzie można oglądać w ARTzonie OKN w czerwcu. Serdecznie zapraszam wszystkich na wernisaż wystawy, który odbędzie się 5 czerwca o godzinie 19.00. Oprócz tego moje prace będzie można również zobaczyć podczas festiwalu Wszelkie Przejawy Artyzmu, który odbędzie się w sierpniu w Dusznikach Zdroju.



StNH: A jak się czujesz po drugiej stronie obiektywu?
M: Trochę niezręcznie i niepewnie. Zdecydowanie bezpieczniej czuję się po jego właściwej stronie, bo lubię sobie czasem trochę porządzić;)



fot. Aleksander Hordziej

poniedziałek, 13 stycznia 2014

MIŁOSZ cz. 2

Stylowa Nowa Huta: Film, książki, muzyka. Czy stawiasz którąś z tych dziedzin na pierwszym miejscu? Czy wszystko traktujesz równo?

Miłosz: Tak naprawdę wszystko zależy od tego, na co akurat jest zapotrzebowanie. Są okresy, w których montuję naprawdę mało filmów. Bo komputer się zepsuł, bo nie mam fajnego pomysłu, albo jestem zaangażowany akurat w coś innego. A są takie, kiedy w ciągu 24 godzin jestem w stanie nagrać, zmontować i przesłać na YouTube po pięć, sześć filmów!

Jeżeli chodzi o muzykę – w moim życiu jest obecna cały czas - w postaci słuchania radia, mp3, czy śpiewania w chórze, albo grania w różnych miejscach. Zaś tworzenie zależy od tego, czy jest taka potrzeba – czy akurat przygotowuję jakiś projekt, i muszę coś zaaranżować, albo potrzebuję nagrać muzykę do odcinku Z kamerą wśród Książek – bo to też się często zdarza. Teraz akurat jestem na etapie, że chce się nieco bardziej skupić na muzyce – pomóc mi ma w tym niedawno zmontowane bardzo amatorskie domowe studio nagrań.


M: Jedyne, co towarzyszy mi w życiu przez cały czas to książki. Są moją wielka pasja, tudzież... uzależnieniem. Czytam szybko, czytam dużo. Nie ma dnia, w którym bym nie przeczytał choćby rozdziału. Albo dwóch. Ewentualnie całej książki. Czytam wszędzie – w domu, przy obiedzie, w tramwaju, na studiach.

Kiedyś chciałbym znaleźć jakiś złoty środek – pogodzenie każdej z tych rzeczy w równych proporcjach. Ale... czy to nie byłoby nudne? A tak, to jeżeli zmęczę się filmami, zawsze mogę skupić się bardziej na muzyce – i na odwrót.





StNH:
Talent, praca, pomysł. Czy coś jeszcze?

M: Osobowość. Jestem bardzo... otwartym typem człowieka. Lubię występować, nie boję się reakcji odbiorców. Na scenie czuję się swobodnie – a występ w filmie, to przecież prawie jak na scenie. Prawie? Może nawet bardziej – widzowie mogą pauzować, przewijać. Żaden błąd nie umknie. Jestem typem showmana – mam potrzebę tworzenia, występowania – czy to na żywo, czy za pomocą mediów. Bez tego, nawet gdybym chciał coś stworzyć, nie byłbym w tym prawdziwy.


StNH: Skąd w Tobie tyle pasji?

M: Pasja. To ona pozwala przetrwać ciężkie chwile. Wiele było takich momentów, w których moje recenzje były oglądane przez tak mało ludzi, że myślałem nad rzuceniem tego. Nadal nie są to jakieś relatywnie wysokie liczby – ale to co robię, to moja pasja. Nie wyobrażam sobie przeczytać książki i nie móc jej polecić moim widzom. Poza tym jest to ta potrzeba tworzenia. Jeżeli nie Z kamerą wśród Książek – zająłbym się czymś innym. Już teraz w głowie mam kilka pomysłów na nowe kanały, programy. A skąd biorę tą pasję? Chyba po prostu jestem takim typem człowieka.



StNH: Czy masz plan na to, jak to wszystko się rozwinie?

M: Można mieć marzenia, ale nigdy się nie przewidzi, nie zaplanuje tego, jak się coś w naszym życiu rozwinie. Jeszcze rok temu myślałem, że pójdę zdecydowanie w kierunku muzyki. Widziałem siebie jako kompozytora muzyki filmowej, albo rozrywanego aranżera popularnej teraz w Polsce serii koncertów „........... symfonicznie”. Potem zaczęło się Z kamerą wśród Książek, zacząłem nagrywać i montować średnio dwa filmy tygodniowo... Nie wiem, czy ten mój kanał ma szansę jakiegoś spektakularnego rozwoju. Rozsądek mi mówi, że skoro tak mało osób czyta książki, to jeszcze mniej wpadnie na to, że można szukać o nich opinii na YouTube. Mam teraz około 700 widzów. Na realia YouTube to mało. Fajnie by było, gdyby ten kanał mógł zdobyć popularność, byś rozpoznawalnym kanałem... nie tylko o książkach, po prostu kulturalnym – ale rozrywkowym. Myślę o zaczęciu czegoś nowego – niekoniecznie vloga, może własnego programu? Mam też pomysł na serial internetowy... Gdybym tylko miał więcej czasu...

A tak idąc totalnie w świat fantazji: własny kanał telewizyjny, gdzie sam ustalam ramówkę, reżyseruję programy, nagrywam raz jakiś serial, raz talk show, raz relację, a raz film. Ah, marzenia... :)





StNH:
Odkryłeś już swoją Nową Hutę?

M: Tak. O tym między innymi opowiadał mój pierwszy film nagrany z Grupą Filmową RaFiKo czyli „The Barshch. Historia pewnego człowieka”. Ja w Nowej Hucie mieszkam od urodzenia. I to w tej starej części. Od zawsze czułem się mocno związany z tym miejscem. Od dziecka lubiłem ten jego specyficzny klimat. I właśnie ten klimat staraliśmy się uchwycić w naszym filmie. Nie jest to film o Nowej Hucie. Jest on swoistą mieszanką „Dnia Świra”, Davida Lyncha, „Seksmisji” oraz „Momo”. Mroczna, szara rzeczywistość obcego, nielogicznego świata przeplata się tu z absurdem i groteską. Do tych założeń idealnie pasowała nam sceneria Nowej Huty – a szczególnie miejsc nie znanych większości: opuszczonych bloków, ruin, piwnic, dachów. Każda scena filmu powstała w Nowej Hucie – i chyba nikt nie jest w stanie odgadnąć wszystkich lokalizacji. Część z tych lokalizacji znałem z własnych wycieczek po Nowej Hucie, część „odkryliśmy” specjalnie na potrzeby tego filmu. Sam film jest może specyficzny – ale bardzo klimatyczny – a to właśnie dzięki Nowej Hucie. Można go oglądnąć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=rMHnWFa6Dss




Generalnie, mam bardzo rozwinięty tzw. lokalny patriotyzm. Lubię mówić, że jestem z Nowej Huty, przynależę do tego miejsca. Już od najmłodszych lat przejmowałem się i angażowałem w problemy dzielnicy. Pamiętam, jak będąc brzdącem, bodajże w 4 klasie podstawówki udzielałem wywiad radiu, w którym wyrażałem swój przeciw wobec zmiany nazwy Plac Centralny na Plac im. R. Reagana.

Teraz Nową Hutę promuję w swoich filmach, jak i – już wkrótce? - przez wspólne działania z ARTzoną! :)


fot. Aleksander Hordziej

wtorek, 30 lipca 2013

MAGDA i GRZEGORZ cz.2


NOWA HUTA – MIEJSCE POCHODZENIA, MIEJSCE ZAMIESZKANIA, MIEJSCE ODNIESIENIA

Stylowa Nowa Huta w drugiej odsłonie sesji z Magdą i Grzegorzem. 




Stylowa Nowa Huta: Oboje byliście zaangażowani w wydarzenia związane z 60-leciem NH w 2009 roku. Magda zaprojektowała jubileuszowe logo a wystawa Nowohucianie autorstwa Grzegorza była jednym z ciekawszych urodzinowych akcentów? Co nam zostało z tamtej wiosny?
Grzegorz: Teraz już chyba nic. Kilka wydarzeń wówczas po prostu zmieniło źródła swojego finansowania. Obecnie wspominamy tamten jubileusz jako niewykorzystane szanse, znajdując się na równi pochyłej zainteresowania Nową Hutą. Zarówno ze strony miejskich włodarzy ale co ważniejsze, także napływających do naszego miasta turystów.








StNH: Czy w takim razie nasza lokalność może zachwycać?
G: Uważam, że nie ma tu żadnych powodów do zachwytów. Należy pracować, być świadomym miejsca pochodzenia, działać na jego korzyść a nie piać o tym peany.
Magda: Lokalny patriotyzm powinien być normą. Jeśli go brakuje to znaczy, że norma nie zostaje wypracowana.





StNH: Za czym biega nowohucka kobieta?
M: Sama nie wiem za czym one tak cały czas biegają. Ja przestałam. Obecnie chadzam sobie. Dobre to zarówno dla ciała jak i ducha. Wszystko na czym mi zależało, cały fundament mojego życia już mam - jest nim moja rodzina. Mamy też gdzie i z czego żyć. Reszta to tylko kwestia wyboru fasady. Kilka lat temu odpowiedziałabym na to pytanie zgoła inaczej. Teraz już wiem, co dla mnie jest ważne. Wszystkim tym, którzy pędzą gdzieś po więcej proponuję zatrzymać się na chwilę, zwolnić tempa, bo zorientują się, że są starzy, chorzy i bez wspomnień.





StNH: Czego szuka nowohucki mężczyzna?
Grzegorz: Nie wiem, nie mogę się wypowiadać za wszystkich. Osobiście jednak szukam z jednej strony spokoju i stabilizacji, z drugiej równowagi w miejscu mojego zamieszkania. Równowagi społecznej, kulturowej, ekologicznej. Szukam też mądrych ludzi, którzy wywodzą się ze wschodniej części Krakowa, mają poczucie odpowiedzialności za to miejsce i zechcą zastąpić dotychczasowych rządzących naszym miastem. Szukam i po to aby móc ich poprzeć w odpowiednim czasie.





fot. Aleksander Hordziej

piątek, 19 lipca 2013

MAGDA i GRZEGORZ cz.1

NOWA HUTA – MIEJSCE POCHODZENIA, MIEJSCE ZAMIESZKANIA, MIEJSCE ODNIESIENIA

Magda - Fotoreporterka portalu Nowa Huta Non Stop!, cyklu Nowa Huta Dlaczego Nie?!, autorka logo jubileuszu 60-lecia  Nowej Huty, autorka logo użytku ekologicznego Łąki Nowohuckie. Żona swojego męża co uważa za ważny punkt swojego bio. Z nim to wszystko “ma ręce i nogi”.

Grzegorz - Rocznik 79. Nowohucianin z urodzenia od zawsze mieszkający w tej części Krakowa. Syn hutnika nowohuckiego Kombinatu im. Lenina (i później T. Sendzimira) i informatyczki Krakowskiego Przedsiębiorstwa Robót Informatycznych w Nowej Hucie. Absolwent AWF, absolwent Akademii Fotografii w Krakowie, absolwent Studium Fotografii Instytutu Historii Architektury i Konserwacji Zabytków Politechniki Krakowskiej, student Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie, Republice Czeskiej. Uczestnik i laureat wielu konkursów, warsztatów, kursów i wszystkiego co tylko związane z fotografią.




Stylowa Nowa Huta: Dlaczego spotykamy Was na Pasie Startowym?
Grzegorz: Bo ktoś zgodził się na to, aby go Nowej Hucie odebrać. Choć może lepiej powiedzieć - odebrać go Nowohucianom. Nie wszystkim oczywiście, bo będą tam Ci, którzy kupią mieszkania w pobliskim blokowisku. Większość jednak będzie mogła popatrzyć zza krat ogrodzenia. Na co popatrzeć? Tego jeszcze nie wiemy. Obiecują ogródki jordanowskie. Czas pokaże. Spotykamy się tu jeszcze dlatego, aby móc w ostatnich miesiącach tego miejsca, nacieszyć się jego przestrzenią. Już za niedługo wyrosną tu bloki, które podwoją liczbę ludności dwóch sąsiadujących osiedli. W końcu, spotykamy się tu także, bo od lat przychodzą tu Nowohucianie, pospacerować, poczuć przestrzeń tak deficytową w dużym mieście, która ponownie zostanie uszczuplona, aby spotkać się z sąsiadami.




StNH: Jak to jest być Nowohucianinami?
G: Oboje od zawsze nimi byliśmy i nie mamy innego punktu odniesienia. Być może jednak od pewnego czasu łatwiej się mówi o miejscu swojego pochodzenia. Łatwiej sięgać po swoją tożsamość, gdy czuje się za sobą rzeszę około dwustu tysięcy mieszkańców, którzy tak jak i my z chęcią przyznają się do swojej dzielnicy i coraz częściej o nią walczą.
Magda: Z drugiej jednak strony bycie Nowohucianinem to także coraz cięższe brzemię do udźwignięcia. Historia wydaje się odbijać echem, a błędne decyzje zaczynają ponownie pojawiać na jej kartach. Decyzje, którym my musimy się przeciwstawić.



StNH: Czy dzielnica ma znaczenie?
M: Ogromne.
G: Najważniejsi są oczywiście jej mieszkańcy. Bez ich świadomości nic się w dzielnicy nie wydarzy i nie zmieni. Z biegiem czasu, który poświęciliśmy na działania w Nowej Hucie przekonaliśmy się, że należy działać lokalnie ale myśleć globalnie. Udaje się nam często wpisywać w działania promujące dzielnicę, takie jak logo obchodów 60-lecia Nowej Huty, logo użytku ekologicznego Łąki Nowohuckie, wystawy "Nowohucianie" i "Meksyk w Nowej Hucie", czy przygotowywana o czyżyńskim pasie startowym. Takie działania skupione na dzielnicy, a spotęgowane przez wielu lokalnych aktywistów pozwolą w przyszłości na podniesienie standardu tej części naszego miasta.



StNH: Potrafimy się cieszyć Nową Hutą i nami samymi?
M: Ależ oczywiście! Spędzamy tu wolny czas wśród pięknej nowohuckiej zieleni, korzystamy z dostępnych atrakcji choć nie jest ich tak dużo jakbyśmy sobie tego życzyli. Chodzimy nad nowohucki zalew, do kina, rozmawiamy z sąsiadami. Życie toczy się tak jak wszędzie indziej. Być może tylko nieco spokojniej, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, ale to chyba dobrze.





fot. Aleksander Hordziej

poniedziałek, 24 czerwca 2013

KINGA

KINGA

Kinga jest antropolożką kultury i pracowniczką University of Western Ontario w Kanadzie. Tematyką nowohucką zajmuje się od czterech lat. Właśnie przygotowuje się do wydania książki o Nowej Hucie. Będzie w niej poruszać między innymi kwestię związku między miejscem, pamięcią i tożsamością.


Stylowa Nowa Huta: Który raz odwiedzasz Nową Hutę?

Kinga: Od czasu kiedy zaczęłam robić badania w Nowej Hucie, jestem tu po raz trzeci. Ale jeszcze jako dziecko bywałam w Nowej Hucie od czasu do czasu u rodziny.





StNH: Dlaczego wybrałaś właśnie Nową Hutę jako miejsce swoich badań?

K: Jak to zwykle bywa w przypadku badań antropologicznych, było to złożeniem kwestii osobistych i trafnych zbiegów okoliczności. Pochodzę z Krakowa i dlatego chciałam tu wrócić na okres badań. Przypadek sprawił że był to właśnie rok 2009, to znaczy rok w którym Nowa Huta obchodziła 60-lecie. Interesuje mnie tematyka pamięci, tożsamości i zmian społecznych, uznałam więc że Nowa Huta jest idealnym miejscem do podjęcia tego typu badań.


StNH: Masz tutaj swoje ulubione miejsce?

K: Uwielbiam bramy na osiedlu Stalowym. W sezonie letnim ogródki działkowe przy Bulwarowej są prawdziwą oazą, bardzo lubię tam spacerować. A moje ulubione miejsce na rozmowę lub wywiad to C-2 Południe Cafe na osiedlu Górali.



StNH: Dlaczego Nowa Huta jest wyjątkowa?

K: Wiele osób, które poznałam jest bardzo świadomych swojej nowohuckiej tożsamości, identyfikują się bardzo silnie z dzielnicą. Muszę przyznać, że ja osobiście nigdy nie miałam takiego poczucia przynależności do żadnego z miejsc gdzie mieszkałam, zazdroszczę im tego. W Nowej Hucie mieszka też dużo osób, którym zależy, którzy chcą coś zadziałać i coś zmienić. Ciągle zaskakuje mnie też życzliwość, z którą się spotykam. Bez bezinteresownej pomocy i życzliwości nowohucian moja praca nigdy by nie powstała. W Nowej Hucie uderza mnie również to, że prawie wszyscy się znają, jeżeli nie osobiście to przynajmniej ze słuchu.


StNH: Jakieś zabawne nowohuckie zdarzenie?

K: Kiedy zaczynałam badania w Nowej Hucie, zapytałam panią na przystanku tramwajowym na Placu Centralnym która jest godzina. Pani ze zdziwioną miną ale bez słowa wskazała mi zegar nad moją głową. Od razu zorientowałam się, że przez to pytanie zdradziłam swoją obcość w dzielnicy – jak mogłam czegoś takiego nie wiedzieć? Nigdy więcej już nie popełniłam tej gafy.




StNH: Przygotowujesz się do wydania książki o Nowej Hucie? O czym w niej opowiesz?

K: Usiłuję poruszyć związek pomiędzy miejscem, pamięcią i tożsamością. Książka opowiada o tym jak pamięć w Nowej Hucie jest kształtowana, przepracowywana i być może kontestowana w kilku kontekstach: w publicznej przestrzeni, w reprezentacjach dzielnicy kreowanych przez muzea czy instytucje kultury, oraz w relacjach mieszkańców różnych pokoleń. Poruszam również wątek kombinatu jako swoistego miejsca pamięci.


StNH: Kiedy następna wizyta w NH?

K: Mam nadzieję że w przyszłym roku, najpóźniej za dwa lata. Po kilku miesiącach nieobecności zaczynam czuć się wyalienowana: tyle interesujących rzeczy się tu dzieje, a mnie przy tym nie ma! Po roku jestem już gotowa do powrotu.



Pełny wywiad z Kingą będziecie mogli przeczytać już niebawem w Głosie Tygodniku Nowohuckim.


fot. Aleksander Hordziej