środa, 12 listopada 2014

OLA, MARCIN, TOSIA

OLA, MARCIN, TOSIA



Stylowa Nowa Huta: Do pewnego czasu tworzyliście głównie społeczności internetowe: Rowerowa NH, Rodzinna NH i inne. Od tego roku wyszliście poza FB :) Skąd pomysł na Babki z Nowej Huty? Skąd pomysł na Kalendarz Imprez Nowohuckich?

Marcin: Kalendarz Imprez Nowohuckich (KiNH) powstał z potrzeby wyjścia z domu. Pytanie gdzie, kiedy i czy coś w ogóle dzieje się w Nowej Hucie wciąż chodziły mi po głowie. Szperanie po sieci w szukaniu wydarzeń w kilkunastu różnych miejscach było dla mnie zbyt czasochłonne. Trzeba było coś z tym zrobić. Chciałem mieć wszystko w jednym miejscu – klikam w dzień który mnie interesuje i mam listę wydarzeń co, gdzie, kiedy i o której się dzieje w mojej okolicy w której mieszkam. Tak powstał pomysł na KiNH. Pomysł to jedno, a drugie realizacja. Informatykiem nie jestem więc musiałem kogoś zarazić pomysłem – wiedziałam kogo, ale nie wiedziałem, że tak szybko i sprawnie to mi pójdzie i tak kolega Kuba Kasperkiewicz wsparł mnie swoimi informatycznymi umiejętnościami. Pomysł i realizacja stały się faktem. Działamy!



Ola: Pomysł portali społecznościowych o NH był Marcina – ja podglądałam :) - zazdrościłam mu trochę… dzięki temu poznał wielu ludzi, stworzyła się też grupa chłopaków, którzy poznali się bliżej jednocząc się w grze w piłkę i tworząc – Stal Nowa Huta – widziałam jego szczęście w tym co robi, tu coś pisał, potem szedł z chłopakami na piłkę, na mecz charytatywny – ja pomagałam ale tylko z boku...
Kiedy w zeszłym roku urodziła nam się Tosia i kiedy moje życie chcąc nie chcąc musiało się skupić na miejscu, gdzie mieszkam. Zobaczyłam w koło siebie po prostu pustą przestrzeń… Znajomi z którymi się spotykałam byli za daleko… sąsiedzi z kolei pozamykani w swoich mieszkaniach nie skorzy do zawierania znajomości ponad "dzień dobry" na klatce schodowej, a czasem i tego brak… Brakowało mi, by zapytać się kogoś o dobrego fryzjera, kosmetyczkę o proste codzienne sprawy no i tego by wyjść z domu, usiąść z drugą Babką i po prostu pogadać o wszystkim i niczym – i tak właśnie powstały Babki z Nowej Huty :) Nie byłoby Babek, gdyby nie fantastyczne dziewczyny - Karola, Magda, Iza i Gosia.






StNH: Jak oceniacie Nową Hutę, jako miejsce do działania?

M: KiNH dopiero uświadomił mi jak wiele się w Nowej Hucie dzieje. Jak świetnym miejscem do działania jest właśnie Nowa Huta. Ile tutaj jest instytucji publicznych, kulturalnych, organizacji pozarządowych i samych ludzi, którzy działają na rzecz lokalnej społeczności. Ta Nowa Huta to naprawdę coś wyjątkowego. Jest tu wszystko czego można by potrzebować by działać – lokale, ludzie, możliwości – wystarczy tylko mieć odrobinę optymizmu, pomysł i chęć.

O: Nowa Huta dla inicjatyw społecznych jest miejscem bardzo przyjaznym, bo ludzie w Nowej Hucie są po prostu mili, życzliwi, chętni do pomocy. Przy organizacji inicjatyw Babek z NH tylko sporadycznie spotykałam się z niemiłym podejściem do tego co robią Babki – niektórzy po prostu myślą tylko i wyłącznie komercyjnie – ale tak jest wszędzie i niestety trzeba się liczyć i z tym, że ludzie powiedzą duże NIE – twoim pomysłom i temu co robisz.



StNH: Jacy są nowohucianie Waszym zdaniem? Jak patrzą na swoją dzielnicę?

M: Są krytyczni, nie lubią zmian – walczą o remonty a kiedy już one są to trwają zbyt długo, są głośne i tak naprawdę niepotrzebne nikomu. Oczywiście nie jest aż tak źle… jest z pewnością coraz lepiej i nowohucianie otwierają się na innych.
O: Ale są też mili, życzliwi i pomocni :) Tylko, żeby poznać te zalety trzeba wyjść do nich. Nowohucianie wcześniej byli dla mnie społecznością zamkniętą i trudną i dopóki nie wgryzłam się w nią, nie widziałam w nich tego co widzę teraz… Tymczasem dzięki Babkom z NH wiem jak bardzo mocno się myliłam :)




StNH: Czy nowohucianie są chętni do współpracy?

M: Myślę, że zdecydowana większość tak. Oczywiście zdarzają się osoby, które z niechęcią, a raczej z nieufnością podchodzą do moich pomysłów ale od tego jest rozmowa aby przekonywać się nawzajem. Sama rozmowa jest już jakąś formą współpracy – przecież się poznajemy.

O: Jeśli chodzi o pomoc w inicjatywach społecznych - bardzo :) Jest to fantastyczne, choć czasem czuję się zakłopotana prosząc kogoś kolejny raz o wynajem salek dla Babek z NH, poprowadzenie zajęć, warsztatów – wszyscy naprawdę bardzo się angażują – angażują swój czas i swoje środki…i kiedy np. słyszę od Babki, która prowadzi dla nas stałe zajęcia, że chce to robić dalej i może więcej to z jednej strony radość mnie przepełnia, z drugiej pytam siebie czy nie za dużo? Czy nie wykorzystuję chęci tej osoby? Być może wynika to z mojego tradycyjnego wychowania: pomagać TAK, ale jak najmniej prosić o coś…bo to może być kłopot dla kogoś…





StNH: Czy Nowa Huta to miejsce przyjazne rodzinom?

M: Mamy to szczęście, że w Nowej Hucie jest gdzie wyjść na spacer – Zalew Nowohucki, Kopiec Wandy, Dworek Matejki, Park Ratuszowy… To miejsca, które są na wyciągnięcie ręki. Są też place zabaw, smocze skwery… są ośrodki kultury, w których tyle się dzieje, mamy kino, teatry, jest gdzie pokopać w piłkę, pobiegać… zawsze może być lepiej ale nie można powiedzieć, że nie ma gdzie wyjść z dziećmi. Wystarczy wyjść z domu, choć to czasem jest najtrudniejszym wyzwaniem.
O: Jeśli mam patrzeć pod kątem zajęć dla dzieci czy i rodziców z dziećmi to jak najbardziej tak. Wydaje mi się, że sama inicjatywa ARTzony zapewnia już niejednej rodzinie spory kawał czasu z przeróżnymi fajnymi formami kreatywnych zabaw i zajęć dla dzieciaków. Ale nie tylko ARTzona organizuje wiele fajnych spotkań dla dzieci i ich rodziców, każdy dom kultury ma w swojej ofercie zajęcia dla dzieci (a jest ich sporo na terenie Nowej Huty), inne organizacje także nie zapominają o rodzicach z dziećmi. Wiele zajęć jest nieodpłatnych – tak więc i rodzice, których nie stać by dzieciom coś opłacić mogą skorzystać z wielu fajnych projektów. Natomiast brakuje mi w Nowej Hucie miejsc gdzie można byłoby przyjść z małym dzieckiem napić się kawy, herbaty, pogadać i mieć pewność, że dziecko w tym momencie świetnie bawi się tuż obok (np. baby room-y z nianią – za niewielką opłatą, by mama nie musiała skupiać swojej uwagi na dziecku pomiędzy tym co właśnie chce jej przekazać już od 2-ch godzin jej przyjaciółka). Są natomiast kąciki zabaw np. w Klubie Kombinator, Cukierni Bambo, czy też Filmowej Cafe, wiele placów zabaw, przepiękne miejsce nad zalewem NH, gdzie i można pospacerować i pobawić się z dzieckiem na placu zabaw, czy pograć w piłkę na boisku. Więc śmiało można powiedzieć, że Nowa Huta jest przyjazna rodzicom z dziećmi. 






StNH: A rowerowo? Jak oceniacie Nową Hutę?

M: Dobrze. A nawet bardzo dobrze. Stara Huta, Bieńczyce, Czyżyny mogą pochwalić się naprawdę już teraz porządną siecią ścieżek rowerowych. Gorzej jest z Mistrzejowicami, a najgorzej z Wzgórzami Krzesławickimi – tam musi się coś zacząć dziać – nie ma tam, żadnego połączenia ścieżką rowerową (!). Oczywiście Nowa Huta to nie tylko samo centrum, to również spory teren na dalsze wycieczki. Moją ulubioną wycieczką jest przejazd Rowerowym Szlakiem Bursztynowym do Niepołomic omijającym Igołomską i większe ulice – można jeszcze poczuć klimat wiosek otaczających naszą dzielnicę. No i jeszcze KMK Bike w Nowej Hucie – pojawiło się kilka stacji ale to mało jeszcze mało ale powoli – nie udało się z budżetem obywatelskim więc potrwa to trochę dłużej – ale będą stacje w całej Nowej Hucie.

O: To ja już chyba nic muszę dodać, może tylko tyle, że Nowa Huta to też świetnie miejsce do rozpoczęcie dalszych wycieczek – polecam rowerem z Nowej Huty do Niepołomic – bardzo przyjemne trasa.



StNH: Z czym boryka się Nowa Huta? Z czym borykają się nowohucianie?

M: Komunikacja, zanieczyszczenie powietrza, praca. Nowej Hucie potrzeba nowego oddechu. Otwarcia się na nowe możliwości z zapewnieniem jej dotychczasowego kształtu. Nowi mieszkańcy, nowe atrakcje, nowe miejsca pracy. Problemy są tu takie same jak w innych dzielnicach. Nowohucianie wiedzą, że potrzebne są zmiany, a jak wiemy nikt nie lubi zmian.
O: Niektórzy Nowohucianie chcą na siłę przekonać siebie i innych do tego, że w Nowej Hucie nie ma nic dobrego, że wszystko jest złe, brzydkie, nie widzą dobrych stron miejsca w którym mieszkają, to przykre…




StNH: Czy Waszym zdaniem postrzeganie Nowej Huty przez osoby z zewnątrz jest zgodne z jej prawdziwym obliczem?

M: No przecież Nowa Huta jest najniebezpieczniejszą dzielnicą w Krakowie. Strach tu chodzić za dnia a co dopiero w nocy. Bzdura! Nowa Huta jest tak samo bezpieczna jak i inne dzielnice w Krakowie. Z tym jeszcze, że jest bardziej zielona, bardziej interesująca, bardziej rodzinna.

O: Jestem jedną z tych, którzy patrzyli na Nową Hutę przez chwilę z zewnątrz i jestem z tych osób, które wcześniej nie były zrażone hasłami o negatywnych stronach Nowej Huty. Dla mnie od początku było to miejsca piękne, zielone ze wspaniałymi szerokimi ulicami (dla osoby, która radzi sobie średnio za kierownicą – fantastycznie), spokojne. Nie miałam więc negatywnego wizerunku Nowej Huty o którym tak wiele teraz słyszę… (ale dziwne bo tylko od samych Nowohucian..:-( )






StNH: Budżet obywatelski – mas sens?

M: Oczywiście, że ma. Może daje ono złudne przeświadczenie o możliwości bezpośredniego decydowania na co mają być przekazane środki w nim zawarte, ale jest jeszcze to „coś” i nie chodzi tutaj o pieniądze. Ja widzę tu drugi - ważniejszy niż pieniądze- aspekt całego przedsięwzięcia. To naprawdę jednoczy ludzi w konkretnym celu. Pozwala dzielić się pomysłami z innymi. Tworzy coś nowego. To konsoliduje lokalną społeczność, w której zaczynają tworzyć się nowe inicjatywy, działania, organizacje. Ile ja poznałem świetnych ludzi przez ten budżet…. Choćby dla tego budżet obywatelski ma sens.

O: Z jednej strony zgadzam się z Marcinem, ale w budżecie obywatelskim miał liczyć się pomysł i miały wygrać projekty które spodobały się najbardziej. W rezultacie okazało się, że osoby, które zgłosiły projekty miały walczyć o zdobycie głosów marketingiem własnym. Kogo stać było na marketing i kto widział w tym korzyści własne ten miał większe szanse i poparcie… Budżet obywatelski, którego idea bardzo mi się podobała w rezultacie zawiódł i pokazał, że fantastyczny pomysł i zaangażowanie nie miały szansy z świetnie dopracowanymi projektami właśnie marketingowo – żaden z projektów którym kibicowałam niestety nie przeszedł..:-(


fot. Aleksander Hordziej

niedziela, 19 października 2014

ALEKSANDRA I MICHAŁ

ALEKSANDRA I MICHAŁ



ALEKSANDRA TOBOROWICZ - artystka, projektantka graficzna, muralistka, pracuje jako asystentka w Pracowni Liternictwa i Typografii ASP w Krakowie. Doktorantka Wydziału Grafiki ASP w Krakowie. Współpracuje z Wydawnictwem Ha!art, jest zrzeszona w Stowarzyszeniu Twórców Grafiki Użytkowej. Laureatka wielu krajowych i zagranicznych konkursów, m.in.: Projekt Roku 2012, European Design Awards w Zurychu, Triennale Plakatu w Trnavie, Machina Design Awards. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w programie Młoda Polska, w 2010 r. Uczestniczka wielu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Autorka projektów 4 krakowskich murali. Dyrektor artystyczna Muzeum Erotyzmu.



MICHAŁ PAŁASZ - menadżer kultury, nauczyciel akademicki w Instytucie Kultury UJ. Doktorant Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, naukowo zajmuje się tematyką promocji kultury i sztuki w mediach społecznościowych. Autor licznych szkoleń i wystąpień związanych z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Koordynator Festiwalu Kultury i Mediów Polikultura. Realizował projekty kulturalne, edukacyjne i marketingowe we współpracy m.in. z MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, Teatrem Łaźnia Nowa, Teatrem Nowym w Krakowie, Teatrem Barakah w Krakowie, Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku, Akademią Sztuk Pięknych w Krakowie, Nowohuckim Centrum Kultury, Fundacją Instytut Myśli Obywatelskiej im. Stańczyka. Zarządzał pracami związanymi z powstaniem dwóch krakowskich murali - Mayamuralu w krakowskim Podgórzu i Audiomuralu w Nowej Hucie. Kurator Strefy EROart, czyli targowej wystawy sztuki erotycznej w ramach Międzynarodowego Festiwalu EROtrends 2014. Od 2008 roku dyrektor programowy Muzeum Erotyzmu. Autor publikacji naukowych i poradnikowych, prowadzi bloga, którego tematyką jest social media marketing kultury.


Stylowa Nowa Huta: Oboje jesteście na studiach doktoranckich, oboje też aktywnie działacie w przestrzeni kulturalnej i społecznej. Teoria i praktyka to idealne połączenie, ale rzadko spotykane. Czy w waszym przypadku teoria inspiruje praktykę czy praktyka teorię.

Aleksandra: U mnie nie da się tego rozdzielić. Wszystko, czego uczę się i czego uczę studentów Wydziału Grafiki ASP w Krakowie z zakresu teorii ma swoje konkretne, narzędziowe zastosowanie. Mój doktorat - Wydawnictwo Jublieuszowe Wydziału Grafiki ASP w Krakowie to konkretna publikacja, fizyczna książka, którą miałam za zadanie zaprojektować. Jednak aby to zrobić poświęciłam setki godzin na poszukiwanie inspiracji i tropów, które pozwoliłyby mi wykonać swoje zadanie jak najlepiej. Czyli może jednak praktyka inspiruje teorię?

Michał: W Instytucie Kultury UJ co prawda realizuję w ramach zajęć ze studentami praktyczne projekty kulturalne, między innymi te, które wchodzą w skład Festiwalu Polikultura na Zabłociu, jednak większość nauki jaką jest zarządzanie humanistyczne (to właśnie studiuję na studiach doktoranckich) opiera się wciąż na teorii. Jeśli natomiast chodzi o konkretny pomysł na doktorat - jego temat to promocja kultury w mediach społecznościowych - tu praktyka zainspirowała teoretyczne zgłębianie tematu. Przez 5 lat pracowałem dla wielu instytucji czy inicjatyw kulturalnych, zarządzając ich mediami społecznościowymi. Wiele się nauczyłem, teraz to przetwarzam i mam nadzieję, że będzie czymś naprawdę ciekawym. Z kolei w przypadku Muzeum Erotymu - zdecydowanie teoria zainspirowała praktykę: zaczęło się od zgłębiania tematu w ramach licencjatu na studiach kulturoznawczych, następnie przy okazji dwóch magisterek - na studiach latynoamerykańskich i na zarządzaniu kulturą. I padł pomysł podjęcia działań zmierzających do utworzenia realnego Muzeum Erotyzmu w Polsce.



StNH: Niemal równo rok temu, w ramach I Nowohuckiego Festiwalu Sztuki, w Nowej Hucie powstał audiomural. Jakie są inspiracje tego projektu?

A: Mural wykorzystuje z jednej strony zastaną architekturę budynku Nowohuckiego Centrum Kultury, z drugiej strony nawiązuje do jego działalności. Przedstawia mieszankę wizualną, nieco surrealistyczną, klawiszy fortepianu i sprzętu do nagłaśniania koncertów, czy realizacji dźwięku (konsolety mikserskiej). Nawiązuje też do nowego logotypu NCK.

M: Może nie wszyscy to wiedzą, ale bezpośrednio za ścianą, na której widnieje Audiomural, znajduje się największa sala koncertowa w Krakowie. Od tej strony do budynku podjeżdżają m.in. ekipy realizatorów dźwięku instalujące w sali koncertowej własne miksery i sprzęt akustyczny, rozpoznając w muralu nawiązanie do swoich narzędzi pracy. Jednocześnie umiejscowienie muralu z tyłu budynku i za salą koncertową lokuje go jako backstage instytucji, miejsce jej zasilania i sterowania nią, podłączania do prądu, źródła energii - miejsce “podłączania się do kultury”.



StNH: W przeciągu ostatnich kilku lat Kraków, wzorem innych miast zaczął dbać o wizualną stronę przestrzeni miejskiej za pomocą murali. Jesteście współautorami kilku z nich. Jak oceniacie to chwilowa moda czy faktyczna chęć ożywienia przestrzeni?

M: W Krakowie większość murali powstała w ciągu ostatnich 3 lat, i faktycznie mamy do czynienia z muralowym boomem. Z jakością murali jest różnie, czasami da się odczuć u mieszkańców Krakowa, choćby komentujących nowe realizacje muralowe w Internecie, pewien przesyt. Wtedy mam nadzieję, że to moda - że w pewnym momencie wszyscy zainteresowani tematem postawią na jakość realizacji, nie na ilość (ta już jest imponująca - w Krakowie na pewno jest więcej niż 30 murali). Nie wszystkie gołe ściany wyglądają lepiej z muralem, niż bez niego. Niektóre - owszem, ale nie z byle muralem.

A: Michał miał okazję być w tym roku jednym z przewodników Krakowskiego Szlaku Street Artu i poznał temat dogłębnie, ale myślę że moda na murale będzie trwać, a nawet się umacniać, jeśli pojawią się realizacje naprawdę nawiązujące do ważnych spraw i budujące tożsamość ich odbiorców. Zatem, podobnie jak Michał, myślę, że wszystko zależy od jakości. Natomiast, jeśli poziom będzie się obniżał - moda się skończy, a murale będą smutną pamiątką po niewykorzystanej szansie na urozmaicenie przestrzeni publicznej.





StNH: Jak oceniacie wykorzystanie social mediów w promocji instytucji kultury? Czy instytucje świadomie korzystają z tego rodzaju mediów, czy traktują je po macoszemu?

A: Michale, Twój temat. Jeśli o mnie chodzi - social media to dla mnie jedno z podstawowych źródeł informacji o wydarzeniach kulturalnych.

M: Dla mnie również. Muszę przyznać, że odkąd zajmuję się tym tematem, świadomość osób pracujących w instytucjach kultury dotycząca sensu i sposobów korzystania z mediów społecznościowych bardzo wzrosła. Nie można jednak uogólniać - gdzieniegdzie social media instytucji kultury są traktowane jako poważne media, publikujące treści dopasowane do oczekiwań odbiorców, gdzie indziej nie ma ich w ogóle, bądź są wykorzystywane w sposób niewłaściwy. Jednak jeśli chodzi o trend, na pewno jest coraz lepiej.




StNH: Czy w Krakowie, Małopolsce, jest instytucja kultury, której promocja w mediach społecznościowych może być stawiana innym za wzór?

M: Jest ich kilka. Nie chciałbym nikogo, kto zasłużył na wymienienie, pominąć, ale na gorąco mogę podać przykłady Muzeum Auschwitz, MOCAKu - Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, Teatru Łaźnia Nowa, Teatru Bagatela, Teatru Starego, Teatru Nowego. Od nich można zacząć, można się dużo nauczyć.

A: I Muzeum Erotyzmu :)

M: Tak jest :) W tym roku Muzeum Erotyzmu zostało nawet finalistą Shorty Awards 2014 - takich Oscarów mediów społecznościowych - w kategorii Best Museum in Social Media.



StNH: Muzeum Erotyzmu – opowiedzcie o tym projekcie?

A: Zaczęło się od mojej pracy magisterskiej na ASP w Krakowie - strony http://muzeumerotyzmu.pl. Dostała wiele nagród, m.in. Srebrny Medal European Design Awards Zurych 2009. Generalnie została bardzo dobrze przyjęta, jej odbiorcy chcieli by projekt się rozwijał.

M: Tak jest, więc weszliśmy w media społecznościowe. Potem powstał pomysł utworzenia realnego Muzeum Erotyzmu w Krakowie - ale to ciągle jest pieśń przyszłości. Ale nawet w tej chwili nie jest to wcale całkowicie wirtualna inicjatywa - w tym roku wydajemy czwarty już Kalendarz Muzeum Erotyzmu, patronujemy wielu inicjatywom związanym ze sztuką erotyczną i edukacją seksualną. Na początku roku z Sopockim Domem Aukcyjnym Muzeum Erotyzmu zorganizowało aukcję sztuki erotycznej, w maju w ramach międzynarodowego Festiwalu EROtrends w Warszawie - targową wystawę sztuki erotycznej, a w Krakowie zbiorową wystawę sztuki erotycznej “Brzydcy” w Teatrze Barakah, z udziałem Iwony Demko, Keymo i Magdaleny Sawickiej.

A: Nie będziemy się spieszyć z realizacją prawdziwego muzeum. Na razie doktoraty :) Ale bądźcie czujni ;)



fot. Aleksander Hordziej

czwartek, 25 września 2014

MC Robak

RAPER NIE MUSI BYĆ ŁADNY, MIŁY, NIE MUSI BYĆ PIOSENKARKĄ.


Stylowa Nowa Huta: A w Hucie hejterów jest dużo?

MC ROBAK: Ja nie odczuwam tego, wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że tutaj w naszych rejonach na terenie starej Huty ludzie się wspierają w działaniach, a nie hejtują.

Przerwa: 


MC R: Halo?
MC R: Pod Kościołem




cd.

MC R: Ja takimi ludźmi się też otaczam.

StNH: A młode środowisko hiphopowe?

MC R: Zależy z jakiej perspektywy na to patrzeć? Czy z perspektywy Huty i ewentualnie ulicznej sceny, czy z perspektywy tego co się dzisiaj w Krakowie i innych miastach? W Hucie jest specyficzny klimat, bo jednak rządzi rap uliczny, osiedlowy. To jest troszeczkę inny nurt. Uważam, że to dobrze, że oni żyją swoim życiem. Bo są specyficzni. Wiesz oni nie dążą do sukcesu, wielkiego, komercyjnego. Wręcz przeciwnie, są bardzo ostrożni. Uważają żeby nie wszystko w tekstach było jasne, i żeby dało się ich rozpoznać. To pod tym względem. Oni sobie tworzą fajny klimat, nikomu nie wadzą, jest ok. I bardzo dobrze. Pytasz się o hejterów. To jest bardzo dobre pytanie do hiphopowca. Ludzie mówią mi że ten i ten, on jest zbyt bezczelny. U nas jest na odwrót. Jak np. czystasz pudelka i tam jest napisane, że jakaś gwiazda się uchlała to jest źle. Kompromitujące sytuacje w innych branżach dla nas takie nie są. Raper nie musi być ładny miły, nie musi być piosenkarką. Ma wkurzać ludzi, ma mieć hejterów. Jak Cię wszyscy lubią to wiesz też jest źle. To jest naturalne. Ja z tych wszystkich oznak nieprzyjaznych szczerze się cieszę. Jest taka grupa ludzi, którzy mnie nie lubią.




StNH: Co myślisz o hip hopie patriotycznym?

MC R: Ja generalnie uważam, że jest tyle nurtów, że na wszystko w rapie jest miejsce. Jak gość ma rapować o Bogu – byliśmy pod kościołem – jest scena katolicka, tak samo jest scena patriotyczna. Jest to tak elastyczna forma, że dobrze jest, że tych nurtów jest tak dużo. To sprawia, że ta muzyka jest tak różnorodna, i ta kultura może tak fajnie funkcjonować. Cały ten hip hop to jest pole do kreatywności. Każdy może coś wymyślić i znaleźć coś dla siebie i to nawet nie chodzi o muzykę, teksty, robienie bitów, nie chodzi o podstawowe elementy jak tańczenie, graffitti czy teledyski, albo zdjęcia. Możesz być fotografem hiphopowym. Zajmować się tylko tym. Tak jak ja na przykład znalazłem sobie dziennikarstwo. Poszedłem dalej, w stronę dziennikarza hiphopowego niż samego rapowania. To jest tak elastyczna forma, w której można się realizować.

MC R: Mów kiedy mam podskoczyć.
StNH: Skacz

MC R:AC/DC



StNH: Oglądaj ogórki.
MC R: To jest klasyczna miejscówka.

„Połowę z tego. To ja chcę połowę (słowa pani kupującej w warzywniku)”



MC R: To też takie sentymentalne miejsce.

StNH: A Huta jest jakaś specyficzna pod względem hip hopu?

MC R: Zdecydowanie tak, Zawsze było tak chociaż scena krakowska nigdy nie była zbyt mocna. To wszyscy widzą i to nie jest żadną tajemnicą. Zawsze było tak, takie informacje do mnie docierały, że w Hucie jest mocny ośrodek. Sytuacja jest teraz taka, że w każdym bloku nie tylko w Hucie ale w całej Polsce, mieszka ze dwóch raperów

StNH: A zespół Yes Yes Yo ? On się teraz jakoś reaktywował?

MC R: W tej chwili jest po premierze płyty. Płyta się nazywa „10 pięter”.

 





MC R: O ten plac zabaw jest fenomenalny.




StNH: Skaczesz na drzewo?



MC R: Mam takie zdjęcie jak byłem dzieciakiem jak siedzę na tym koszu, normalnie na tej obręczy. Ale to nie był ten kosz zmienili mu trochę obręcz.


StNH: A grałeś kiedyś w kosza, tak bardziej profesjonalnie?

MC R: Moja kariera skończyła się na etapie kadeta. To też jest pewnego rodzaju sztuka. Trzeba decydować się i uznać fakt, że jednak są lepsi. Ja to zrobiłem. Niektórzy do tej pory nie stresują się wszystko jest nie tak, bo oni są Jordanami. Jak to, świat się pomylił. Jak u Markowskiej. Ja potrafiłem przełknąć ten fakt.

St NH: Czyli Markowskiej słuchasz ;) Śmiech :) A jakiej muzyki jeszcze słuchasz?

MC R: Bardzo dużo. Różnej muzyki słucham. Nieograniczenie. Na przykład jestem fanem TLOVE. To jest też taka ciekawostka. Lady Pank tak samo. To tego słucham. Rzeczywiście słucham takiej muzyki. Ale słucham też Ramsteina. Elektroniki trochę też zawsze lubiłem.



StNH: No to co hejt musi być ;)

MC R: Ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, czemu ludzie się tak przejmują hejtami w Internecie. To jest Polska. Już to kiedyś ktoś powiedział – w Polsce się mierzy sukces ilością wrogów. 

MC R: Ja mam parcie na szkło :)







fot. Aleksander Hordziej

piątek, 18 lipca 2014

MARTA

MARTA

Nowohucianka, pasjonatka Nowej Huty, architektka krajobrazu i graficzka, kreatorka OGRODÓW NOWEJ HUTY, prowadzi bloga W POSZUKIWANIU ZIELONEGO KCIUKA www.zielony-kciuk.blogspot.com pracowniczka kultury od kilku lat znajdująca się w rozkroku pomiędzy ogrodem a plakatem, mama jednego i pół chłopca, specjalizuje się w wypiekaniu muffinów i chleba.



Stylowa Nowa Huta: Skąd się wzięła Twoja ogrodowa pasja?

Marta: To kwestia dobrych genów. Oprócz nowohuckości otrzymałam w spadku również zamiłowanie do zieleni. Akurat ten gen ogrodniczy mam po babci, która nawet teraz, mając 82 lata na karku, jeździ codzienne na swoją działkę na drugi koniec Krakowa.

Ale na architekturę krajobrazu zdecydowałam się w ostatniej chwili. Miałam przed nosem formularz zgłoszeniowy na studia wypełniony prawie całkowicie. Ostatnią linijkę z kierunkiem wypełniłam przy okienku w sekretariacie Politechniki. Ale nie żałuję. To moja droga.



StNH: Czy Nowa Huta jest OGRODEM?

M: Tak. Jest niezwykłym miejskim ogrodem, ze wszystkimi tego blaskami, cieniami i konsekwencjami.

Nowa Huta jest najbardziej zieloną dzielnicą Krakowa, posiada największy w mieście użytek ekologiczny, piękny stary drzewostan, który zmienia ulice w parkowe aleje. Jest doskonałym przykładem idealnego miasta-ogrodu.
Ale o każde założenie ogrodowe należy dbać. Nawet to najmniejsze wymaga regularnego pielenia, koszenia, przycinania, dosadzania, przesadzania, grabienia i miłości. A co dopiero tak wielkie i tworzone z takim rozmachem jak Nowa Huta.  Ilość pracy i troski powinna być zatem proporcjonalna do powierzchni, prawda?




StNH: Nowohucianie lubią kreować własne otoczenie?

M: Lubią mieć wpływ na wygląd swojego bezpośredniego sąsiedztwa. Są aktywni, zdeterminowani i znają wartość zieleni w mieście. A to niezwykle pomaga podczas wspólnej pracy nad społecznymi projektami krajobrazowymi.

StNH: Trudne są poszukiwania ZIELONEGO KCIUKA?

M: Są ciekawe, ponieważ sama sobie wyznaczam miejsca, w których akurat będę go szukać. Czasami jest to mój ogród balkonowy, czasami cała Nowa Huta. Gdy zapragnę odmiany, mogę poszperać po rodzinie lub w prywatnych ogrodach nieznanych mi ludzi. Mogę też wyruszyć na poszukiwania gdzieś za granicę, do ciepłych lub zimnych krajów. Albo równie dobrze mogę sobie zrobić przerwę i poczytać. Przecież nikt nie powiedział, że ZIELONEGO KCIUKA nie znajdę wśród książek.

Prowadzenie bloga jest czasochłonne, ale za każdym razem, gdy już skończę dzielić się z moimi czytelnikami jedną myślą, do głowy wpadają mi trzy kolejne. Przecież o architekturze krajobrazu można pisać non stop...




StNH: Stworzony wspólnie z Agatą Dębicką komiks o historii NH, praca dyplomowa o dzielnicy, Ogrody Nowej Huty - wszystko kreci się wokół tego miejsca?

M: Trochę tak i trochę nie. Jest wiele projektów, które z Hutą mnie wiążą. Ale równie wiele jest rzeczy, które robię w oderwaniu od tego miejsca. Co de facto sprawia, że mogę złapać do Nowej Huty odpowiedni dystans.

Komiks tworzony z Agatą Dębicką w ramach projektu FUTURYZM MIAST PRZEMYSŁOWYCH był moją pierwszą przygodą związaną z zaangażowaniem się w życie kulturalne dzielnicy.

Spodobało mi się.



M: Kolejne podejście związane było z końcem studiów i pracą dyplomową. Dotyczyła ona Alei Róż. To było w 2008 roku, gdy temat nie był jeszcze tak ograny jak teraz. Pokusiłam się wtedy o całościowy projekt zagospodarowania przestrzennego tej ulicy wraz z Placem Centralnym pod kątem architektury krajobrazu. Niektóre z rozwiązań, wytrzymały próbę czasu i nadal jestem z nich dumna. Praca wzbudziła zainteresowanie mieszkańców (była prezentowana w ramach cyklu ZROZUMIEĆ MIASTO w Ośrodku Kultury im. C. K. Norwida) i urzędników Miasta Krakowa. Wtedy związałam się na stałe z Ośrodkiem Kultury Norwida i wsiąkłam w Nową Hutę i rewitalizację. Potem zaangażowałam się w OGRODY NOWEJ HUTY, które trwają nieprzerwanie od 3 lat. W tym projekcie daję ujście wszystkim swoim pasjom czyli architekturze krajobrazu, grafice i Nowej Hucie!

W tym miesiącu rozpoczęliśmy kolejną edycję projektu. Do 30 lipca 2014 przyjmowane będą w Pracowni Animacji Ekologicznej Ośrodka Kultury im. C. K. Norwida propozycje nowohuckich miejskich ogrodników na miejsca, w których powstaną 2 kolejne ogrody!!! 




StNH: Trudno było zmienić miejsce zamieszkania?

M: Nie jest trudno spakować swoje rzeczy do walizek i przenieść się do swojego wymarzonego i własnoręcznie zaprojektowanego mieszkania. Trudniej jest odnaleźć się potem w innej przestrzeni. Moment, gdy opuszcza się bramę swej nowej klatki schodowej i widzi zamiast socrealistycznej monumentalnej zabudowy jakieś pstrokate domki ustawione rzędem wzdłuż hałaśliwej ulicy, jest szokujący. Do tej pory nie mogę się przyzwyczaić do tego krajobrazu.

Mam gdzieś z tyłu głowy odciśnięty archetyp domu i miasta. To mieszkanie na osiedlu Uroczym i układ Starej Nowej Huty. Te obrazy towarzyszą mi ukryte gdzieś w podświadomości. Ujawniają się, gdy oglądam/przebywam w nowym miejscu. Wtedy zawsze porównuję je z Nową Hutą.




StNH: Jacy są Nowohucianie?

M: Sąsiedzcy i związani z miejscem w którym żyją, nie zamykają mieszkań, gdy wychodzą do sklepu po bułki, hodują różowe pelargonie na balkonach i stale wyglądają przez okno, by sprawdzić, czy coś się przypadkiem nie wydarzyło podczas, gdy akurat nastawiali wodę na herbatę. Niektórzy żyją wielkomiejskim rytmem, bazgrolą graffiti na ścianach, piją dużo kawy i po nocach planują, jak zmienić świat i przekształcić Nową Hutę w osobną planetę. A jeszcze inni nie mają kanalizacji, muszą iść kilometr do najbliższego przystanku tramwajowego i mieszkają w drewnianych domach z bielonymi ścianami i z zazdrostkami w oknach.

Nowohucianie są różni.


StNH: Twoje ulubione miejsce w Nowej Hucie?

M: Kasztanowe zakątki. To moja nazwa na dwa bliźniacze skwery zielone na skrzyżowaniu Alei Róż z ulicą Żeromskiego, na osiedlu Górali i Zielonym. To miejsce z dzieciństwa. Tam z dziadkiem zbierałam kasztany. Teraz jest potwornie zaniedbane i smutne. Powiem wam w sekrecie, że mam już gotową koncepcję zagospodarowania przestrzennego tego terenu...


StNH: Dlaczego pieczesz muffiny?

M: Bo zupy wychodzą mi tragicznie ;) W przeciwieństwie do muffinów. Ale moje tajne moce kulinarne ujawniają się dopiero przy pieczeniu chleba. O tak, w tym jestem dobra. Możecie z resztą popytać na mieście!



fot. Aleksander Hordziej

czwartek, 8 maja 2014

MAGDA


Jestem MAGDA, urodziłam się i mieszkam w Nowej Hucie nieprzerwanie od 24 lat. Moją pasją jest fotografia. Studiowałam Historię Sztuki, obecnie robię magisterkę z Zarządzania Kulturą i powoli kończę fotografię na Krakowskich Szkołach Artystycznych. Od dwóch lat wraz  z chłopakami prowadzimy Radio Nowa Huta.





Stylowa Nowa Huta: Jak zaczęła się Twoja historia z Radiem Nowa Huta?
Magda: Już kilka lat temu uświadomiłam sobie jak ważne jest dla mnie miejsce, w którym się wychowałam. Miałam wiele pomysłów na projekty, które mogłabym zrealizować w Nowej Hucie. Zawsze jednak brakowało mi odwagi, żeby zacząć coś robić. Kiedy byłam na drugim roku studiów postanowiłam szukać. Napisałam kilka maili, chciałam się zaczepić w jakieś instytucji, jako wolontariusz. W końcu trafiłam na ogłoszenie informujące o powstawaniu Radio Nowa Huta i napisałam maila. Odpowiedź otrzymałam natychmiast. Cały kolejny wieczór przesiedziałam z Sebastianem w Kombinatorze snując plany i tworząc wizję dla "naszego" radia..:) I taka to historia.





StNH: Radio Nowa Huta to praca, misja, pasja, idea, sens życia....?
M: Główną ideą i celem działalności Radia jest Pozytywna Promocja Nowej Huty. Tak jak wszyscy działający na rzecz dzielnicy, chcielibyśmy wpłynąć na poprawę wizerunku Nowej Huty w oczach mieszkańców Krakowa i całej Polski. Jak wiadomo, nie jest to łatwe zadanie, bo walka ze stereotypami jest chyba gorsza niż walka z wiatrakami. Z drugiej strony udało mi się rozkochać Hutę w sercach kilku osób, więc wierzę, że jest to możliwe. Unikam raczej patetycznych stwierdzeń, więc trudno mi określić czym dla mnie jest Radio. Myślę, że po trochę to wszystko, co wymieniłyście. Przede wszystkim jednak jest to wielka zajawka i coś, co mimo wielu trudności i niekiedy bardzo ciężkiej pracy, daje mi mnóstwo radości i poczucie spełnienia w pewnych obszarach mojego życia.



StNH: Ile w Tobie Nowej Huty?
M: Hmm… Myślę, że mnóstwo. Lubię jeździć po świecie, zwiedzać, poznawać nowe. Zawsze jednak tęsknie do Huty. Bo nigdzie wiosna nie pachnie tak samo jak tutaj, nigdzie nie jest tak pięknie jesienią. Nie ma na świecie drugiego Zalewu, drugiego Dworku Matejki. Nigdzie też nie ma takich podwórek i przestrzeni. Nie wiem czy potrafiłabym wyprowadzić się stąd na zawsze. Wydaje mi się, że to niemożliwe.





StNH: Nowa Huta to dobre miejsce do działania? Jak to oceniasz?
M: To zdecydowanie świetne miejsce do działania. Widzę tu ogromny potencjał już od dawna. Obserwuje również rozwijające się zjawisko "mody na Nową Hutę". Dzielnica staje się coraz bardziej popularna, ludzie chętniej tu zaglądają. Chociażby z ciekawości. Dlatego trzeba kuć żelazo póki gorące, bo tak naprawdę mamy tutaj mnóstwo rąk do pracy. Wiele osób ma ochotę się zaangażować w różne aktywności. Istnieją instytucje, zgrupowania. Wszyscy tak naprawdę idziemy w jednym kierunku. Nic tylko działać, bo najlepsze dopiero przed nami.




StNH: Stawiasz na lokalność?
M: Zdecydowanie tak. Inaczej nie angażowałabym się w radio i nie wspierałabym innych nowohuckich inicjatyw.

StNH: Twoje ulubione miejsce w Nowej Hucie?
M: Trochę ich już przed chwilą wymieniłam, naprawdę trudno mi wybrać ulubione. Zazwyczaj, kiedy ktoś zadaje mi podobne pytanie pierwszy na myśl przychodzi mi Dworek Matejki. Kiedy jednak zaczynam się zastanawiać głębiej to przychodzą mi do głowy również inne miejsca. Na przykład plac Bieńczycki. Przychodziłam tam z mamą kilka razy w tygodniu po świeże owoce, warzywa i oczywiście zapiekanki. Teraz kiedy mam okazję tam zajrzeć, zawsze wspominam te zakupy z mamą. To jedno z najfajniejszych wspomnień z dzieciństwa. Bardzo lubię również podwórko na osiedlu Górali, tam gdzie jest fontanna z delfinem. To było moje pierwsze podwórko, więc darzę je szczególnym sentymentem. Niedawno ukochałam sobie kolejne miejsce - ulicę Wańkowicza, ale odcinek za al. Solidarności. Tam czas stanął w miejscu wiele lat temu i to naprawdę ciekawy zakątek w Nowej Hucie, do którego mało kto się zapuszcza. No i na koniec wymienię jeszcze Skarpę. Bo nigdzie tak dobrze się nie rozmyśla jak na Nowohuckich Łąkach. Prawda jest taka, że mogłabym wymieniać tak jeszcze długo. Właśnie to mnie w Hucie najbardziej urzeka. To, że mamy tyle wspaniałych miejsc, które się uwielbia.




StNH: Fotografia analogowa czy cyfrowa?
M: Taka i taka. Ostatnio większą frajdę sprawia mi analogowa. Nauczyłam się sama wywoływać filmy, mam własną ciemnię, lubię kombinować. No i ten dreszczyk emocji, czy wyjdzie, czy nie... Każda klisza jest tajemnicą, każda klatka jest cenna. To uczy zupełnie innego podejścia do fotografowania. Jako, że jestem względnie młoda, należę już do tego pokolenia, które swoje pierwsze kroki stawiało na cyfrze. Niby korzystałam wtedy również z analoga, zresztą tego samego, którego używam teraz, ale jednak malutka cyfróweczka wygrywała. Teraz doceniam klisze, bo to uczy pokory i myślenia. Kiedyś tego po prostu nie rozumiałam. Co nie zmienia faktu, że cały czas korzystam z cyfrowego aparatu i nie byłoby mi łatwo się bez niego obejść:)




StNH: Gdzie będzie można zobaczyć Twoje prace w najbliższym czasie?
M: Moje prace, a konkretnie pracę dyplomową na zakończenie Szkoły Kreatywnej Fotografii, będzie można oglądać w ARTzonie OKN w czerwcu. Serdecznie zapraszam wszystkich na wernisaż wystawy, który odbędzie się 5 czerwca o godzinie 19.00. Oprócz tego moje prace będzie można również zobaczyć podczas festiwalu Wszelkie Przejawy Artyzmu, który odbędzie się w sierpniu w Dusznikach Zdroju.



StNH: A jak się czujesz po drugiej stronie obiektywu?
M: Trochę niezręcznie i niepewnie. Zdecydowanie bezpieczniej czuję się po jego właściwej stronie, bo lubię sobie czasem trochę porządzić;)



fot. Aleksander Hordziej